niedziela, 30 grudnia 2012

Prywatny wieczór

Wczorajszy wieczór zaczął się rozkosznie. Gospodyni salonu, Renata Kozerska, przywitała gości słowami: "Właśnie sprawdziłam listę bestsellerów matrasu. Córka Wokulskiego jest na 8 miejscu!".




Potem było jeszcze przyjemniej. W Starej Miłosnej na prywatnym wieczorze autorskim. Gdyby nie właśnie wydana powieść, pewnie nigdy nie dowiedziałbym się, że istnieje Biuro Sensownych Spotkań. Miejsce, gdzie od dwóch lat Renata Kozerska i Bogdan Falicki prowadzą salon literacki. Czwartkowe obiady w sobotnie kolacje! Przychodzą wnuki, rodzice i dziadkowie. Niezwykłe. Sami powiedzcie, jak to jest możliwe? Ludziom się chce?!...



Rozmawialiśmy o warsztacie pisarza (emocje!) i przemianie Wokulskiego (terapia!). Na koniec zaśpiewałem kilka piosenek. Na szczęście też się podobały. Potem zostałem nakarmiony. Przekarmiony! Dzisiaj poszczę...

(foto. Jadwiga Wierzbicka, www.egminy.eu)

wtorek, 25 grudnia 2012

Dziesiątka

Telefon przed świętami:
- Tu Anna Mucha. Gdzie pan mieszka?
Lekka panika. O co chodzi?...
- Na Grochowie - odpowiadam zgodnie z prawdą.
- To za daleko. Zostawię prezent w Śródmieściu. Jutro będzie na pana czekał...
I rzeczywiście. Następnego dnia w redakcji leżą dwie papierowe torby. W jednej kocyk w czaszki. W drugiej poduszka. Też w czaszki.



Kocyk super. Justyna od razu powiedziała, szkoda, że nie ma takich dla dorosłych. Dzieciaki też zadowolone. Świetny świąteczny prezent. Ale skąd on u nas? I dlaczego gwiazda "M jak miłość" dzwoni do mnie?...
Było tak. Ostatni materiał w starym roku robiłem z aktorką Anną Mucha (w jej rodzinie nie odmieniają nazwiska!). Rozmowa była w porządku, więc z czystym sercem na pożegnanie podarowałem jej Córkę Wokulskiego. A już następnego dnia dostałem kocyk. Niezły deal. Anna Mucha projektuje kocyki z czaszkami dla polskiej firmy LaMillou. Widać uznała, że rzecz warta jest zamiany ;)

Anieli przylecieli!...

Poza tym święta przyniosły 10 pozycję Córki na liście bestsellerów matrasu!



Naprawdę, Anioły rządzą. Czuję się bardzo obdarowany! :)
Więc jeszcze jeden prezent. Pismo Party w ostatnim numerze w roku 2012 napisało o Córce. Dobrze! ;)


czwartek, 20 grudnia 2012

Czternastka

Dziś był dobry dzień! :)

Po pierwsze Córka Wokulskiego wskoczyła na 14-te miejsce listy bestsellerów matrasu.
Przeskoczyła Masłowską!


A także Autor doczekał się wypasionej reklamy w piśmie VIVA!


Poza tym okazało się, że fakt, iż Świat Książki go nie chciał wydać, był opatrznościowy!
Świat Książki właśnie upada...


Koty za płoty

Wczoraj mój pierwszy wieczór autorski!





Kobiety zaczytane w Córce pod Mateczką. Becenne!



Dom kultury  Zacisze na wylotówce z Warszawy. Ptaki spadają z zimna. Jechałem z duszą na ramieniu. Czy ktoś będzie...
Byli! Chociaż oprócz mnie i prowadzącego Bogdana Falickiego, nikt powieści nie znał, dało się pogadać. Było interesująco i śmiesznie. Była energia!





Najbardziej podobało mi się pytanie, czy będą Wnuki Wokulskiego. Oraz, żeby kolejne spotkanie urządzić w wojskowej, niedostępnej  części Cytadeli Warszawskiej. Część akcji Córki dzieje się tam właśnie.

Pierwsze koty za płoty...

fot. Jadwiga Wierzbicka, www.egminy.eu


wtorek, 18 grudnia 2012

Palec Boga

"Córka Wokulskiego" już na 17 pozycji na liście bestsellerów Matrasu.
- To palec Boga - powiedział Wydawca.
Pogodziliśmy się.
Twierdzi, że jednak promuje "Córkę". I ma swoją tajną broń...

A ja póki co, po swojemu. Dziś mam dla Was drugi filmik o "Córce Wokulskiego". Wprost do kamery tłumaczę, o czym jest i po co ją napisałem. A w roli tańczącej dziewczynki, moja córka, Magda!...



operator
Jarosław Szczepański

muzyka
R.P.A. 
www.rpa.org.pl


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ociekająca seksem

A jednak warto żyć!
Książka na rynku już tydzień. Czas na pierwsze reakcje.

1. SMS od przyjaciela: "Romku, Twoja książka ocieka seksem. Te opisy są bardzo malownicze. Nie znałem Cię od tej strony".
I całe szczęście, przyjacielu... ;)

2. Ponieważ mój wydawca zapadł w sen zimowy, sam zajmuję się promocją. Rozesłałem książkę do różnych ludzi. Dziś usiadłem w "W Biegu Cafe" i dzwoniłem tam i tu, aby popchnąć sprawę. Pawła Dunina Wąsowicza złapałem w księgarni. Nawet nie zdążyłem powiedzieć, o co mi chodzi, gdy wycharczał podniesionym głosem:

"Ohydną powieść napisałeś. Jebią się jak zwierzęta!"


Naprawdę, warto było doczekać takiej chwili. Gdy ukaże się drugie wydanie, to zdanie umieszczę na okładce. Książka budzi emocje krytyki. Czyż to nie wspaniale?... 

3. Dla równowagi słowa czytelniczki, które znalazłem na stronie matrasu:

Kiedy czytam tę książkę, mam bardzo miłe poczucie , że napisał ją człowiek, który nie zastanawia się czy coś wypada lub nie wypada, w sensie społecznym, kulturowym czy literackim. Mam poczucie , że autor pozwolił swoim pomysłom zaistnieć całkowicie i to bardzo służy tej powieści. Zaczynasz ją czytać i czujesz się jakbyś wsiadł na wielką zjeżdżalnię lub rozpędzającą się karuzelę. Zawrót głowy murowany. 


 Ech, a do tego moja powieść właśnie wskoczyła na 23 miejsce listy bestsellerów matrasu. Tylko dwa oczka niżej od książki Murakamiego!...



sobota, 15 grudnia 2012

Pierwsze zdanie.

Wszyscy jesteśmy fetyszystami pierwszych zdań. Nie tylko Jerzy Pilch. Sam Pan Bóg dyktując natchnionym autorom (wciąż trwa sądowa dyskusja, czym  byli natchnieni...) kazał pisać: Na Początku Było Słowo!...

Zatem pierwsze słowo najważniejsze. Nie wiem, jak Wy, ale ja w księgarni rozgrywam z autorem/ką krótką piłkę. Czytam kilka pierwszych zdań. Nie interesują mnie - po zawodach. Odkładam przegraną zawodniczkę, a z półek uśmiechają się już kolejne i wołają: "Mnie! Mnie przeczytaj!"... I tak to trwa...

«W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.» 

To moje ulubione pierwsze zdanie powieści. I nie przeszkadza mi, że ta powieść nigdy nie powstała. W "Dżumie" Alberta Camus pisał ją Grand, urzędnik ogarnięty żądzą zadziwienia świata. A konkretnie wydawcy. Marzyło mu się napisanie takiej powieści, po której przeczytaniu wydawca zawoła: "Czapki z głów, panowie!". Wokół szalała zaraza, ludzie padali jak muchy, a on przepisywał, cyzelował i poprawiał pierwsze zdania. Szaleniec? Może, ale czy wobec grozy śmierci nie jest to wspaniałe?... Absolutnie bezsensowna działalność... Sztuka... Czapki z głów panowie i panie!...

Do pierwszego zdania Córki Wokulskiego dochodziłem długo. Napisałem czterysta stron, wyrzuciłem je, wpadłem w dół psychiczny, wygrzebałem się - wtedy byłem gotów do swojego pierwszego zdania...

Niniejszym prezentuję je tutaj. A żeby nie czuło się samotne, od razu pokazuję pierwszą stronę.



A ponieważ, jak każdy Autor próżny jestem, nie mogę się powstrzymać, aby nie zacytować znajomego z facebooka: 

Kochani zamawiajcie Córkę Wokulskiego, wciąga od pierwszego zdania, Jak ten Romek to robi? W sumie zadaje głupie pytania, Romek to przecież syn samego Kurta Vonneguta z nieprawego łoża. Polecam.

Mirku, dzięki! ;)


środa, 12 grudnia 2012

Niewolnica Matrasu

 - Pytałam o twoją książkę w empiku - powiedziała mi dziś znajoma. - Nie ma...
No nie ma, bo cały nakład powędrował do matrasu. To taki mały empik. 160 księgarń w kraju. Wydawca zadowolony, bo pozbył się od razu całego nakładu. Autor zadowolony, bo książka wyłożona na widoku w księgarniach. Nie kurzy się w kartonach na zapleczu. Tyle, że Córki Wokulskiego nie ma nigdzie indziej. Nawet w księgarni imienia Bolesława Prusa przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie!
Niewolnica Matrasu...




Ten obraz pojawia się w Córce Wokulskiego. Została wystawiony w Warszawie w latach 80. XIX wieku. Po raz pierwszy w Polsce do oświetlenia obrazu zastosowano lampy elektryczne. Kompletna nowość.
Tyle, że tak dawno o nim pisałem, że kompletnie zapomniałem, kto go namalował.
Może ktoś wie?...


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kupiłem!...

Od dziś Córka Wokulskiego w księgarniach. Tylko w matrasie. Na razie...
Poszedłem na Nowy Świat do księgarni, żeby przekonać się na własne oczy - że jest, że to wszystko dzieje się naprawdę! A mróz szczypie, zima, jak szkło pod butami skrzypi.
Wchodzę, staję przed ladą i nieśmiało pytam: "Czy jest Córka Wokulskiego?". "E, pewnie pani nie będzie wiedziała", pomyślało mi się. Spojrzy na mnie oczami niewidzącymi, że przeszkadzam jej w robocie, ona tu handluje prawdziwymi bestsellerami, święta idą, kasę trzeba bić, a ja o jakieś badziewie pytam. I już się na wstyd autora szykuję, co o własną książkę dopytuje, o której nikt nie ma pojęcia, ale pani uśmiecha się. I  bez chwili zastanowienia  mówi: "Jest". Wie. Ona wie - niech będą błogosławieni Anieli!...
 I już prowadzi mnie do stołu, gdzie leżą zacne nowości, a wśród nich moja curusia, dziecko najukochańsze, podlotek jeden. Serce mi zabiło, a już uśmiechnięta pani wciska mi opasłe tomiszcze z bezwstydną pupką na okładce (wiem, przecież sam sugerowałem grafikowi...) i mówi: "Rabacik mały jest...". Jeszcze do komputera zajrzy i cenę mi podaje. A to nie cena, to ceniątko malutkie, za tyle to raptem na butelkę wódki starczy, na dwie paczki fajek. Więc wyjmuję drżącą dłonią kartę i przed czytnikiem macham. I jeszcze torebkę firmową dostaję, aby książkę moją przed chłodem okryć i już wychodzę na ulicę, a Warszawa huczy, ludzie biegają w tę i w tę. A ja nic... idę sobie spokojniutko Nowym Światem, gdzie Wokulski nie raz szyku zadawał. Książkę mam. Mam książkę. I czegóż mi jeszcze trzeba?...



A na pytanie "Dlaczego, skoro nowość, już przeceniona?", odpowiadam skromnie: "A to z powodu, że musiałem powieść skrócić przed drukiem o jedną czwartą...."

niedziela, 9 grudnia 2012

Trailer

Córka Wokulskiego jest już w księgarniach. Uwaga: tylko w matrasie! Teraz czas na film.
Ze znajomymi nakręciliśmy trailer w świetnym miejscu. Baba Joga - szkoła jogi na Pradze. Polecam!
Mam nadzieję, że filmik Wam się spodoba. My bawiliśmy się tak świetnie podczas nagrania, że przyszła sąsiadka z dołu (starsza pani o kulach!) i powiedziała, że jej żyrandol odpada. Dokończyliśmy na paluszkach...






WYSTĄPILI:
Córka Wokulskiego - Julia Strus
Stanisław Wokulski - Piotr Krzewski
Buturlin - Tomasz Drachal
Autor - Bolesław Prus (żartowałem!...;)

OPERATOR:
Jarosław Szczepański

MUZYKA:
R.P.A. 
www.rpa.org.pl

WOKALIZA:
Dagmara Gmitrzak

Podziękowania dla Piotra Sawickiego 
za Cubase

sobota, 8 grudnia 2012

Pierwsza noc

Muszę się Wam do czegoś przyznać... spędziłem tę noc z Córką Wokulskiego!... Jest piękna. Ma gładką skórę, koloru piasku Sahary. Ma dziewczyna ciało, jest za co złapać!...
Było tak:
Marzłem w pożyczonym prochowcu na Bednarskiej. Sypał śnieg, fotograf robił mi zdjęcia do VIVY! Moja gazeta napisze o książce, potrzebna była fotka autora. Na dole ulicy, niedaleko mieszkania Janusza Głowackiego, zaparkował mój wydawca. Przepakowaliśmy ciężką paczkę z samochodu do samochodu - i tak stałem się posiadaczem egzemplarzy autorskich! Przyszedł wieczór, nastała noc. Była upojna. Spędziłem ją z Córką Wokulskiego. Zapewniam Was - jest niezwykła. Zupełnie czarodziejska....



Ale nie oszukuję się. To sprzedajna dziewczyna. Zadowoli wielu. Mężczyzn i kobiety, młodzież i starców...
Jeżeli chcesz ją mieć tylko dla siebie - możesz ją zastać w każdej księgarni Matras. Jest ich w Polsce 160.
Aktualnie za jedyne 26.18 zł

wtorek, 4 grudnia 2012

W macicy

Od tygodnia, odkąd Córka Wokulskiego jest w drukarni, nie śpię. To znaczy śpię, ale nie mogę zasnąć i zwykle koło pierwszej siadam do kompa. Sprawdzam, co na fejsie i piszę bloga. Dziś w nocy  też. Dziś to chyba jeszcze bardziej nie zasnę. Jak mogę spać, skoro tam z macicy drukarni wyskakują właśnie moje piękne Córki?...









Odnaleziona

Wczoraj moja córka zaginęła. Nie Córka, ale córka Magda, sześciolatka. Zaginęła na dziesięć minut. W tym czasie moja żona obiegła blok trzy razy, zadzwoniła do mnie, akurat wchodziłem do windy w redakcji, zadzwoniła na policję i wezwała na pomoc sąsiada, taksówkarza.
Sprawa jest absolutnie poważna i fakt, że zaginięcie trwało dziesięć minut nie umniejsza jego powagi i dotkliwości. Zwłaszcza dla mojej żony. Ja zdążyłem wyjść z windy, policjant odebrać zgłoszenie („Niech się pani uspokoi!”, „Wiem, wiem”, chlipała Justyna), a taksówkarz wsiąść do swojej skody, gdy Magda była już z powrotem. Znalazła się na pobliskim skwerze, zdziwiona, o co ten zgiełk? Przecież mówiła, że idzie na placyk (Nieprawda!). Wszystko rozegrało się tak szybko, że nie zdążyłem się zdenerwować. Ale jedno wiem. Wobec takich wydarzeń moje żale i napinki związane z wydawaniem powieści blakną. Moja córka udzieliła nam wszystkim poważnej lekcji. Dziękuję.

Popiół

Wieczorem na recitalu Kasi Trzcińskiej, która wcieliła się w Nico z Velvet Underground. Stałem, słuchałem jej piosenek i płakałem. Odreagowywałem nerwy ostatnich dni. Ale też wspominałem czas, gdy Kasia pracowała nad tym recitalem. Pisałem wtedy swoją ostatnią (he, he, teraz już przedostatnią) powieść Córki Lota. Mieliśmy do dyspozycji willę pod Warszawą, było lato, nocą gwiazdy na wyciągnięcie ręki. Od tamtej pory wiele się wydarzyło i wiele nie udało,  więc to był też płacz nad uciekającym czasem. Kasia ruszała się fajnie na scenie, włosy jej już odrosły po chemioterapii. Więc to płacz nad tym, że wszyscy umieramy, a czasem pięknie udaje się stamtąd na chwilę powrócić...
Potem fajna rozmowa z pisarką. "Roman wyglądasz wspaniale!". Pisarka zbiera się po zderzeniu z psychopatycznym redaktorkiem pewnego renomowanego wydawnictwa. Przez dwa lata pracowali nad książką, wiedli długie rozmowy, szukali najlepszego tonu opowieści. Uznała go za kumpla. Ale gdy przyszło do redakcji tekstu, zniknął. Po prostu przez cztery miesiące unikał jej. Gdy na skraju nerwowego załamania zażądała od jego przełożonej zwrotu powieści, usłyszała, że jej "przyjaciel" od początku uważał jej książkę za gniot. "Teraz piszę chałtury, żeby zarobić", mówi pisarka. "Ale swoje prawdziwe projekty odłożyłam. Nie mogę. W środku mam wypaloną dziurę. Popiół".
Pisarze, jedyna nadzieja w Kindle!...

PS

Mimo, że Justyna odwołała zaginięcie, policja przyjechała. Panowie policjanci chcieli na własne oczy upewnić się, że dziecko jest. Byli profesjonalni i troskliwi. Brawo. To już drugie w ciągu roku spotkanie naszej rodziny z policją. I znów pełna satysfakcja. Naprawdę, coś się w tym kraju zmienia...

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pod psem

Niestety, zbyt późno zorientowałem się, że mój wydawca jest wrogiem promowania książek, które wydaje. Było tak:

AUTOR: Szanowny Panie Wydawco pewien koncern prasowy jest zainteresowany promocją Córki Wokulskiego. Wystarczy, że Pan tam się uda, porozmawia, zostawi kilka książek, prześle skan okładki - i informacja o "Córce" ukaże się w milionie (MILIONIE!) egzemplarzy, nie licząc portali elektronicznych.
WYDAWCA: A chrzanię to...

W wydawnictwie trwa walka o władzę, leje się krew, wydawca może za tydzień nie będzie wydawcą, więc nie ma głowy do takich pierdół, jak promocja.

Więc proszę się nie dziwić, że chociaż do ukazania się książki zostało siedem dni (a dokładniej 604800 sekund) mam humor pod psem...

piątek, 23 listopada 2012

Czekając na cud

Matko Przenajświętsza, moja Córka jedzie do drukarni!




Czuję się, jak przed drugim debiutem. Od pierwszego minęło dwadzieścia lat! Czy ktoś w to uwierzy? Czy ktoś pamięta "Na klęczkach" wydane pod pseudonimem Red Vonnegut?  Zabawną historię o moich koleżankach i kolegach z Wrocławia napisaną jakoby przez nieślubnego syna sławetnego Kurta. Niektórzy nazwali ją pierwszą powieścią pokoleniową po 1989 r. (Pawle Duninie-Wąsowiczu salut!). Padały określenia: kultowa. Ech, łza się w oku kręci... Byłem wtedy zafascynowany językiem i słodkim cynizmem właściciela Rzeźni nr 5. Stylizowałem na jego proste, oszałamiające zdania. A gdy po roku szukania wydawcy nie miałem nic, wymyśliłem, że wydam powieść pod pseudonimem. Tak narodził się Red Vonnegut. Syn Kurta i polskiej autostopowiczki. Cudne, były osoby, które uwierzyły w tę mistyfikację! Opowiadał mi Robert Gonera, że w Berlinie pytali go ludzie czy wie, że we Wrocławiu mieszka syn Kurta Vonneguta!

Moim sposobem na istnienie w literaturze jest odbicie, jak w lustrze. Chciałem napisać: wtórność, ale to nie tak. Sam najwięcej wiem, ile w moim pisaniu kreatywności. A jednak faktem jest, że potrzebuję odbicia. Innego tekstu, żywego (kiedyś) człowieka lub postaci literackiej. Przez lata zastanawiałem się, jaką powieść mógłbym napisać pod pseudonimem Andrzej Sienkiewicz! ;) A w końcu zrealizowałem ten szalony pomysł. Dalszy ciąg "Lalki". I co teraz? Apetyt mam wielki. Czy świat podzieli mój entuzjazm? Zobaczymy...
Pamiętam, że po wydaniu debiutu miałem baby blues - dziwiłam się, jak to możliwe? Moja powieść ukazała się, a świat pozostał taki sam. Nie zmienił się ani odrobinę. Nie drgnął...

Czekam na cud... Cudu wzywam...


środa, 21 listopada 2012

ROMANs erotyczny

Dostałem od wydawcy tekst na tzw. "czwartą okładkę", czyli po polsku - na tył książki. 

"Romans erotyczny, w którym jest miłość, zamach na cara, pociąg pełen złota.
Powieść retro jednocześnie na wskroś współczesna.
Cała galeria bohaterów “Lalki” na tle Warszawy końca XIX wieku.
Wszystko, o czym nie mógł napisać Prus: seks, zaborcy, rewolucjoniści.
Znakomite dialogi, żywe, pełne emocji postacie.
Książka trzymająca w napięciu do ostatniej linijki, kontrowersyjna i pełna humoru".

Ciekawe, czy to jest ciekawe?...


wtorek, 20 listopada 2012

Trójka

Dostałem od wydawcy numer ISBN 978-83-61065-76-0. Córka Wokulskiego została wciągnięta do systemu. To dobra wiadomość, choć akurat ta dziewczyna systemu nienawidzi! Swoją drogą, wydałem już  parę powieści i jeszcze nie zdarzyło mi się dostać pocztą taki numer ;) Co ja z tym numerem mam zrobić? Na początek dodałem do siebie cyferki: 9+7+8+8+3+6+1+0+6+5+7+6+0. Wyszło 66. To też dodałem: 6+6=12. I dalej: 1+2=3. A więc moja książka jest numeryczną Trójką!
Brawo. Natychmiast zajrzałem do internetu. Czytam i co widzę? Trójka kocha swobodę, lecz nie stroni od dyscypliny. Pragnie zmienić świat i uszczęśliwić ludzi -  czasem nawet na siłę.  Słaby punkt - skłonność do mijania się z prawem i szokowania. Nie liczy się z opinią innych. Dumna aż do przesady. Wierzy, że ze wszystkim sobie poradzi. Śmieje się z własnych niepowodzeń. Na zgliszczach własnego domu przypali papierosa i natychmiast zacznie rysować plany nowego budynku. Lojalna w przyjaźni, w miłości, jak błyskawica. Zaskakuje wszystkich zmiennością nastrojów. Taka jest Trójka.
Zapraszam do czytania już w grudniu.

piątek, 9 listopada 2012

Redakcja wariacja

Niespodzianki czekają na Autora do samego końca. Gdy już zziaja się, biegając za wydawcą, gdy przełknie upokorzenie umowy ("ile by ci wydawca nie dał, to i tak zawsze cię ograbia" - Manuela Gretkowska w rozmowie telefonicznej), jak już doczeka się  na dopuszczenie do druku, przed nim jeszcze jedna pułapka. Redakcja...

Kilka dni trwało, zanim dotarłem do Worda 7 z pełnym zapleczem. Tylko taki czytał naniesione redakcyjne poprawki. Pierwszy rzut oka na zaczerwieniony tekst. Nie jest źle, sama drobnica. Drugi rzut oka - krew wali mi do czaszki. Czyta się to jak tłumaczenie. Jest tłumaczenie. Ale gdzie moja powieść?...
Nic to - myślę sobie. Nie ma co łamać kopii. Jesteśmy na finiszu, czas nagli, trzeba wydać książkę przed świętami, żeby ludzie kupili na prezenty. Tyle czekałem na druk, niech sobie mają, to przecież tylko słowa...
Więc czytam i coś tam zaznaczam, żeby przywrócili, ale niewiele. Drobnica...
Drugiego dnia czytam i myślę sobie: "Tak nie może być. Przecież to mój język. Dlaczego mój styl zamieniono na nudne słowa, których nie widać? W imię czego? Fantazji pani redaktor na temat tego, jak pisze się popularne powieści?...". Jest noc, dzwonię do wydawcy. "Nie wiem, jak zacząć - mówię - ale czytam i rzucam  kurwami... Mój język nie jest przezroczysty. Jest intensywny, ma frazę i rytm. Cały pierwszy rozdział trzeba przywrócić do pierwotnej wersji!". I zdarza się cud... wydawca mówi tak. TAK. Jakie to piękne słowo...
Pani redaktor nie jest zachwycona. Mówię, że nie dziwię się jej emocjom. Mnie też krew uderzyła do głowy, gdy czytałem jej poprawki. Pani redaktor mówi, że rozumie, w końcu to ja podpisuję się pod tym tekstem. Kończymy rozmowę  w poprawnej uprzejmości. Ale coś mi się wydaje, że nie zostaniemy przyjaciółmi...

A więc redakcję mam z głowy. Czekam z niecierpliwością co dalej?...

poniedziałek, 5 listopada 2012

Kręcimy reklamówkę

Uff... jednak książka będzie! Nawet jest szansa, że w listopadzie!
Łubu dubu, łubu dubu - niech nam żyje prezes naszego klubu!...
To mówiłem ja, Wesoły Romek...

Plan zdjęciowy

Cieszę się, bo przy okazji wydania książki, udaje mi się robić to, co lubię najbardziej - zapraszam  znajomych do wspólnych działań. Tym razem nakręciliśmy filmik reklamowy powieści. Gdy książka ukaże się w księgarniach, wrzucę go na fejsa ;) Na razie kilka zdjęć z planu. Miejsca udzieliła nam szkoła jogi Baba Joga. Wielkie dzięki!

Autor próbuje przebić się ze swym dziełem do publiczności!...


Ekipa w punkcie kulminacyjnym akcji. Od lewej: Piotr Krzewski, Tomasz Drachal, Julka Parypińska i Jarek Szczepański.


Córka autora, Magda, zabija czas na planie...
Oprócz tego, ona jest autorką powyższych zdjęć.





poniedziałek, 29 października 2012

Podróż Autora

Wczoraj telefon od wydawcy: "Mam dwie dobre wiadomości i jedną złą. Dobre - tekst powieści jest po redakcji i są propozycje okładki. Zła - zmienił się prezes. Nie wiadomo, czy  w ogóle zechce ją wydać". O, wurwa!...

Z tą powieścią mam prawdziwą Podróż Autora. Znacie? To pomysł zapożyczony od Josepha Campbella. Chodzi o to, że bohaterka wyrusza po skarb dla siebie, ale też dla społeczności, z której się wywodzi. Przeżywa dużo przygód, dojrzewa i wraca ze skarbem. Z tego amerykańskiego podręcznika czerpię wiedzę, że każda dobra opowieść powinna mieć dwa punkty kulminacyjne. Pierwszy, gdy bohaterka wchodzi do jaskini, aby zdobyć skarb. Musi wtedy zmierzyć się ze potworem, zbójcą lub swoją słabością. Oczywiście, nie chodzi o prawdziwą jaskinię i rzeczywistego potwora. Za to skarb musi być jak najbardziej dotykalny - nawet, jeżeli to "tylko" uczucie ukochanego. Potem, gdy bohaterka wraca ze skarbem do domu, a czytelnik oddycha z ulgą, że nic  już złego nie może się zdarzyć - czas na drugie uderzenie. Wtedy właśnie wydarzyć się musi druga katastrofa, albo wiem nie można bezkarnie zdobyć skarb i wyjść z jaskini. Siły zła mobilizują się na potęgę. Chcą odebrać zdobycz bohaterce. Ona znów walczy, a czytelnikowi skacze adrenalina - czyli ma to, czego oczekiwał, sięgając po książkę.
Ja też mam za swoje. Myślałem, że czas walki z potworami już minął. Że milczenie wydawców lub ich lakoniczne odmowy już za mną. Że teraz słodki czas cieszenia się skarbem. No nie! Nigdy nic nie wiadomo. Puch i pył...

Ale też patrzę z ciekawością, co się wydarzy. Czy to tylko potyczka, czy upadek? Dramat czy okazja? I dokąd to wszystko mnie zaprowadzi? Podróż trwa...

piątek, 19 października 2012

Wokulski Reaktywacja

Kim jest Wokulski?

W "Lalce" jego pobratymcy opisują go na 37 sposobów. Od bohatera do głupca. Raz nawet pada zdanie, że jest Niemcem. Kto czytał Tokarczuk, wie, że Wokulski to gnostyczna dusza, która wyrywa się z okowów ciemności do światła. A ja zastanawiam się nad jego wielopokoleniową karierą. Przez ponad stulecie był najważniejszym bohaterem najważniejszej polskiej powieści. Dlaczego go tak pokochaliśmy? On po prostu wspaniale uosobił pewne polskie nieszczęście. Niemożność. Tak mu na imię. Chciał chłop bardzo, jeszcze bardziej się starał - i nic. Ani w ząb. Jak nie zimna suka go wykołowała, to polskie społeczeństwo poszczuło psami. Jak nie niekochana żona, to zsyłka do Irkucka. Jak nie samopogarda to samobójstwo. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Wokulski doskonale wpisał się w polski los. My też zawsze chcieliśmy, a nie dawaliśmy rady. Podskakiwaliśmy i upadaliśmy na pysk.  Bo los, wojna, zabory albo komunizm. I piszę to całkiem bez ironii.  Przeje... nasz los  był. Ale ta niemożność głębsza. Ahistoryczna. Bo zabory rozwiały się w pomroce dziejów, komunizm też jakby w odwrocie (nie dla wszystkich, sam słyszałem, jak pod Sejmem bohaterowie "Obudź się Polsko" śpiewali: "A jesienią zamiast liści będą wisieć komuniści"!...), więc wydawać by się mogło, że czas najwyższy obudzić się. Ale nie - przecież krzyże pod Pałacem wyrosły na wspaniałej niemożności. Niemożność to nasze drugie imię. Dlatego Wokulski tak był kochany. Był każdym z nas. Prusowi udała się nieziemska sztuka - wysmażył ekstrat z polskiego DNA i wszczepił go Stachowi...

Piękne to i straszne. Ale starczy...

Dlatego napisałem Córkę Wokulskiego. Żeby odczarować Wokulskiego. U mnie Stach wraca do Warszawy i rządzi. Jest nowym typem bohatera. Takim, jakiego brakuje polskiej literaturze. Jakiego brakuje nam, Polakom. Bohatera, który przeżywa przemianę. Dojrzewa i wygrywa. Dałem Wokulskiemu jeszcze jedną szansę. Zrobiłem to dla siebie. Ale też dla Ciebie... dla nas...
Szczegółów oczywiście nie zdradzę i tak mam poczucie, że chlapię zbyt dużo. Książka, jak zapewnia wydawca, będzie w połowie listopada, więc każdy będzie mógł przekonać się sam, czy mój dipason nastrojony właściwie...
Kilka tygodni temu w księgarni im. B. Prusa podsłuchałem panią na kasie. Skarżyła się koledze: "Wszystkie wydawnictwa obdzwoniłam. Nigdzie nie ma "Lalki". Już nikt jej w Polsce nie drukuje..."
Nie wiem, czy to dobrze wróży mojej powieści. Ale może to właśnie jest potwierdzenie moich powyższych wywodów? Stary Wokulski umarł. Już nikt go nie chce. Czas na nowego Wokulskiego.
Reaktywacja...

środa, 17 października 2012

Chłopak z Grochowa


Od paru lat mieszkam po praskiej stronie Wisły na Grochowie. To zacna, literacka dzielnica. Ksiądz Twardowski przed wojną przychodził tu do wujka na obiady. Stasiuk poznawał tutaj smak marihuany. Chłopak z Grochowa. Tak mówią o sobie Gawliński z Wilków i Bieńczyk z Nike. W czasie Powstania Warszawskiego moja mama jako dziewięcioletnia dziewczynka biegała po grochowskich polach. Jadła ziemniaki pieczone w ognisku. Dziewczynka z Grochowa. Mieszkał tutaj też Edward Stachura, zanim nałykał się prochów, podciął żyły i powiesił. Mówiłem, że zacna dzielnica...
Trzy lata temu bratanica Stachury, Monika założyła na Grochowie kluboksięgarnię Legalna. Sprzedawała kawę, książki i urządzała wieczory autorskie. A w soboty rano, kiedy lokal był całkiem pusty zachodziłem tam z laptopem. Piłem kawę i pisałem Córkę Wokulskiego. Napisałem czterysta stron i doszedłem do ściany. Nic, ani rusz. Czterysta stron i właściwie nie ruszyłem z intrygą. Co dalej? Jak opisać akcję, w wyniku której młoda Żydówka zamachnie się na cara? Dopadł mnie kryzys wielki, jak amerykański dług w Chinach. Zamknąłem laptopa i założyłem zespół Wiatraki.To były piękne chwile - męskie granie... Ale przecież chciałem pisać. Nie: po prostu pisać. Chciałem napisać tę właśnie historię. Historię Zlotu Carów. W 1884 roku przyjechało do Warszawy trzech rozbiorowych władców (autentyk!): car Rosji - Aleksander III, cesarz Austrii - Franciszek Józef i cesarz niemiecki Wilhelm I. Cóż za wspaniała okazja dla pleniącego się ówcześnie po Europie anarchizmu. Cóż za podnieta dla dyszących zemstą dzieci styczniowych powstańców. Cóż za temat dla literata marzącego o wielkich nakładach, wiekopomnej sławie i rozmowie z Marcinem Prokopem w porannym paśmie TVN!...
Jak to mówią, choroba sama jest lekarstwem. Siedziałem w Legalnej i patrzyłem z nienawiścią na laptopa. Żeby nie widzieć świadka mej porażki, przyglądałem się książkom na półkach. Jedna z nich nosiła tytuł: Warsztat pisarza, autor Dwight V. Swain. Oczywiście Amerykanin. I nagle historia jak z hollywoodzkich filmów. Przeczytałem podręcznik pisania, wyrzuciłem te czterysta stron do kosza i zacząłem wszystko od początku. Tak, po dwudziestu latach pisania, po wydaniu czterech powieści, w końcu zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. To było olśnienie! Jeszcze rok i miałem kolejne siedemset stron. Córka Wokulskiego była gotowa...

sobota, 13 października 2012

InterCity Bolesław Prus

Skrzydło Anioła...

W sierpniu 2008 przeprowadzałem wywiad z Markiem Krajewskim do "Twojego Stylu". Siedzieliśmy sobie na wrocławskim Rynku i miło rozmawialiśmy o jego literackich przypadkach. Potem wsiadłem w pociąg i wróciłem do Warszawy. Myślałem sobie: "Kurczę, napiszę kryminał, który dzieje się w świecie Lalki. Szuman będzie świetnym detektywem. On zawsze wszystko wiedział!". Czułem, że wpadłem na świetny pomysł. Sensacja uniesie fabułę. Nareszcie mam sposób, aby spełnić zamiar, który chodzi za mną od lat. Moja książka w książce Prusa! Podniecony przesiadłem się w Poznaniu. Wsiadając do ekspresu InterCity, który jechał do Warszawy ze Szczecina spojrzałem na tabliczkę z nazwą. Matko Boska! Patrzę jeszcze raz i oczom nie wierzę. Bolesław Prus. Pociąg, który ma mnie zawieźć do Warszawy, miasta Wokulskiego, nazywa się BOLESŁAW PRUS. Dacie wiarę? Jakby mnie musnęło skrzydło anioła...

...pazur diabła

Kilka tygodni później zacząłem pisać "Córkę Wokulskiego". Podjarany znikałem na całe weekendy w mieszkaniu znajomej, która wolała w tym czasie przesiadywać po knajpach. Pisałem i pisałem. Stron w komputerze przybywało w zastraszającym tempie. Kryminał? Jednak nie. Mój temperament nie pasuje do drobiazgowego śledztwa, nurzaniu się w przeszłości. U mnie bohaterowie - hej, do przodu. Pędzą, lecą. Pisałem szczęśliwy, że znów jestem pisarzem. Jestem pisarzem, bo piszę. Więc pisałem, żeby być pisarzem. Pędziłem, leciałem...
Najpierw wywalili mnie z "Twojego Stylu". Naczelny uznał, że jednak nie umiem pisać. W jego stylu. Potem, gdy miałem już czterysta stron, uznałem, że to wszystko jest do dupy. To znaczy, fajne nawet te sceny, postaci zabawne, ale w żadną całość się nie układają. Nie ma intrygi, nitki nie ma, za którą pociągnę czytelnika za nos. A bez nosa - jak żyć? Na domiar złego znajoma porzuciła knajpy i do Amsterdamu pojechała, aby w dymie haszyszowym utonąć. Zostałem bez pracy, widoków na karierę pisarską i nawet dziuplę do pisania straciłem. Nie wyglądało to dobrze. Jakby diabeł swój paluszek wsadził...

Ale jednak powieść jest. Kontynuacja "Lalki" niedługo na rynku. Ekspres Bolesław Prus dowiózł mnie na końcową stację. Jak wyglądała ta podróż? O tym w następnym odcinku...

piątek, 12 października 2012

Himalaje

Po co ten...

Odkąd pamiętam chciałem napisać powieść, której akcja rozgrywać się będzie w świecie  "Lalki" Bolesława Prusa. Dlaczego? Skąd taki pomysł? Nie mam pojęcia. To jak z tymi Himalajami - są, to się na nie włazi...
Większość życia egzystowałem jednak w przeświadczeniu, że to za wysokie góry dla mnie. Gdzie mi do "Lalki" i Prusa? Toż to samobójstwo taka wyprawa. Ja to mogę najwyżej po pagórkach - po górach Świętokrzyskich...
Ale kilka lat temu uświadomiłem sobie, że przecież zdobyłem rozległe wyżyny. Napisałem "Córki Lota" - czyli Biblię po swojemu. Spojrzałem na świat ze wzgórz pustyni Negew nad Morzem Martwym. A więc jednak mogę - umiem poruszać się wśród mitów, wielkich postaci i jeszcze większych autorów.
Zakręciło mi się w głowie... Ruszyłem w góry. Pierwszy krok postawiłem 8 września 2008 roku. Wtedy zacząłem pisać "Córkę Wokulskiego". Postanowiłem napisać Lalkę 2.0 - dalszy ciąg przygód Stacha Wokulskiego i kompanii. Trzy lata zajęła mi wędrówka na szczyt. Potem jeszcze rok szukałem wydawcy. I wreszcie dziś pani redaktor MWK siedzi nad moim tekstem, a książka ma ukazać się przed świętami!

...blog?

Dużo mnie kosztowały minione cztery lata. Włożyłem mnóstwo pracy i marzeń w "Córkę Wokulskiego".  A teraz, gdy powieść ma się urodzić dla świata, zakładam książeczkę jej narodzin. Na blogu będę notował, jak się pojawia, przybiera na wadze i pięknieje. Będę opisywał, jakie ma przygody. Ona i ja. Bo przecież nigdy nie poprzestaje się na zdobyciu jednego szczytu. Za nim są następne i następne...

Zapraszam do wspólnej wędrówki...


Roman Praszyński