środa, 17 października 2012

Chłopak z Grochowa


Od paru lat mieszkam po praskiej stronie Wisły na Grochowie. To zacna, literacka dzielnica. Ksiądz Twardowski przed wojną przychodził tu do wujka na obiady. Stasiuk poznawał tutaj smak marihuany. Chłopak z Grochowa. Tak mówią o sobie Gawliński z Wilków i Bieńczyk z Nike. W czasie Powstania Warszawskiego moja mama jako dziewięcioletnia dziewczynka biegała po grochowskich polach. Jadła ziemniaki pieczone w ognisku. Dziewczynka z Grochowa. Mieszkał tutaj też Edward Stachura, zanim nałykał się prochów, podciął żyły i powiesił. Mówiłem, że zacna dzielnica...
Trzy lata temu bratanica Stachury, Monika założyła na Grochowie kluboksięgarnię Legalna. Sprzedawała kawę, książki i urządzała wieczory autorskie. A w soboty rano, kiedy lokal był całkiem pusty zachodziłem tam z laptopem. Piłem kawę i pisałem Córkę Wokulskiego. Napisałem czterysta stron i doszedłem do ściany. Nic, ani rusz. Czterysta stron i właściwie nie ruszyłem z intrygą. Co dalej? Jak opisać akcję, w wyniku której młoda Żydówka zamachnie się na cara? Dopadł mnie kryzys wielki, jak amerykański dług w Chinach. Zamknąłem laptopa i założyłem zespół Wiatraki.To były piękne chwile - męskie granie... Ale przecież chciałem pisać. Nie: po prostu pisać. Chciałem napisać tę właśnie historię. Historię Zlotu Carów. W 1884 roku przyjechało do Warszawy trzech rozbiorowych władców (autentyk!): car Rosji - Aleksander III, cesarz Austrii - Franciszek Józef i cesarz niemiecki Wilhelm I. Cóż za wspaniała okazja dla pleniącego się ówcześnie po Europie anarchizmu. Cóż za podnieta dla dyszących zemstą dzieci styczniowych powstańców. Cóż za temat dla literata marzącego o wielkich nakładach, wiekopomnej sławie i rozmowie z Marcinem Prokopem w porannym paśmie TVN!...
Jak to mówią, choroba sama jest lekarstwem. Siedziałem w Legalnej i patrzyłem z nienawiścią na laptopa. Żeby nie widzieć świadka mej porażki, przyglądałem się książkom na półkach. Jedna z nich nosiła tytuł: Warsztat pisarza, autor Dwight V. Swain. Oczywiście Amerykanin. I nagle historia jak z hollywoodzkich filmów. Przeczytałem podręcznik pisania, wyrzuciłem te czterysta stron do kosza i zacząłem wszystko od początku. Tak, po dwudziestu latach pisania, po wydaniu czterech powieści, w końcu zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. To było olśnienie! Jeszcze rok i miałem kolejne siedemset stron. Córka Wokulskiego była gotowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz