piątek, 19 października 2012

Wokulski Reaktywacja

Kim jest Wokulski?

W "Lalce" jego pobratymcy opisują go na 37 sposobów. Od bohatera do głupca. Raz nawet pada zdanie, że jest Niemcem. Kto czytał Tokarczuk, wie, że Wokulski to gnostyczna dusza, która wyrywa się z okowów ciemności do światła. A ja zastanawiam się nad jego wielopokoleniową karierą. Przez ponad stulecie był najważniejszym bohaterem najważniejszej polskiej powieści. Dlaczego go tak pokochaliśmy? On po prostu wspaniale uosobił pewne polskie nieszczęście. Niemożność. Tak mu na imię. Chciał chłop bardzo, jeszcze bardziej się starał - i nic. Ani w ząb. Jak nie zimna suka go wykołowała, to polskie społeczeństwo poszczuło psami. Jak nie niekochana żona, to zsyłka do Irkucka. Jak nie samopogarda to samobójstwo. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Wokulski doskonale wpisał się w polski los. My też zawsze chcieliśmy, a nie dawaliśmy rady. Podskakiwaliśmy i upadaliśmy na pysk.  Bo los, wojna, zabory albo komunizm. I piszę to całkiem bez ironii.  Przeje... nasz los  był. Ale ta niemożność głębsza. Ahistoryczna. Bo zabory rozwiały się w pomroce dziejów, komunizm też jakby w odwrocie (nie dla wszystkich, sam słyszałem, jak pod Sejmem bohaterowie "Obudź się Polsko" śpiewali: "A jesienią zamiast liści będą wisieć komuniści"!...), więc wydawać by się mogło, że czas najwyższy obudzić się. Ale nie - przecież krzyże pod Pałacem wyrosły na wspaniałej niemożności. Niemożność to nasze drugie imię. Dlatego Wokulski tak był kochany. Był każdym z nas. Prusowi udała się nieziemska sztuka - wysmażył ekstrat z polskiego DNA i wszczepił go Stachowi...

Piękne to i straszne. Ale starczy...

Dlatego napisałem Córkę Wokulskiego. Żeby odczarować Wokulskiego. U mnie Stach wraca do Warszawy i rządzi. Jest nowym typem bohatera. Takim, jakiego brakuje polskiej literaturze. Jakiego brakuje nam, Polakom. Bohatera, który przeżywa przemianę. Dojrzewa i wygrywa. Dałem Wokulskiemu jeszcze jedną szansę. Zrobiłem to dla siebie. Ale też dla Ciebie... dla nas...
Szczegółów oczywiście nie zdradzę i tak mam poczucie, że chlapię zbyt dużo. Książka, jak zapewnia wydawca, będzie w połowie listopada, więc każdy będzie mógł przekonać się sam, czy mój dipason nastrojony właściwie...
Kilka tygodni temu w księgarni im. B. Prusa podsłuchałem panią na kasie. Skarżyła się koledze: "Wszystkie wydawnictwa obdzwoniłam. Nigdzie nie ma "Lalki". Już nikt jej w Polsce nie drukuje..."
Nie wiem, czy to dobrze wróży mojej powieści. Ale może to właśnie jest potwierdzenie moich powyższych wywodów? Stary Wokulski umarł. Już nikt go nie chce. Czas na nowego Wokulskiego.
Reaktywacja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz