poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kupiłem!...

Od dziś Córka Wokulskiego w księgarniach. Tylko w matrasie. Na razie...
Poszedłem na Nowy Świat do księgarni, żeby przekonać się na własne oczy - że jest, że to wszystko dzieje się naprawdę! A mróz szczypie, zima, jak szkło pod butami skrzypi.
Wchodzę, staję przed ladą i nieśmiało pytam: "Czy jest Córka Wokulskiego?". "E, pewnie pani nie będzie wiedziała", pomyślało mi się. Spojrzy na mnie oczami niewidzącymi, że przeszkadzam jej w robocie, ona tu handluje prawdziwymi bestsellerami, święta idą, kasę trzeba bić, a ja o jakieś badziewie pytam. I już się na wstyd autora szykuję, co o własną książkę dopytuje, o której nikt nie ma pojęcia, ale pani uśmiecha się. I  bez chwili zastanowienia  mówi: "Jest". Wie. Ona wie - niech będą błogosławieni Anieli!...
 I już prowadzi mnie do stołu, gdzie leżą zacne nowości, a wśród nich moja curusia, dziecko najukochańsze, podlotek jeden. Serce mi zabiło, a już uśmiechnięta pani wciska mi opasłe tomiszcze z bezwstydną pupką na okładce (wiem, przecież sam sugerowałem grafikowi...) i mówi: "Rabacik mały jest...". Jeszcze do komputera zajrzy i cenę mi podaje. A to nie cena, to ceniątko malutkie, za tyle to raptem na butelkę wódki starczy, na dwie paczki fajek. Więc wyjmuję drżącą dłonią kartę i przed czytnikiem macham. I jeszcze torebkę firmową dostaję, aby książkę moją przed chłodem okryć i już wychodzę na ulicę, a Warszawa huczy, ludzie biegają w tę i w tę. A ja nic... idę sobie spokojniutko Nowym Światem, gdzie Wokulski nie raz szyku zadawał. Książkę mam. Mam książkę. I czegóż mi jeszcze trzeba?...



A na pytanie "Dlaczego, skoro nowość, już przeceniona?", odpowiadam skromnie: "A to z powodu, że musiałem powieść skrócić przed drukiem o jedną czwartą...."

1 komentarz:

  1. No proszę, między Kalicińską a Murakamim. Co za towarzystwo ;)

    OdpowiedzUsuń