sobota, 15 grudnia 2012

Pierwsze zdanie.

Wszyscy jesteśmy fetyszystami pierwszych zdań. Nie tylko Jerzy Pilch. Sam Pan Bóg dyktując natchnionym autorom (wciąż trwa sądowa dyskusja, czym  byli natchnieni...) kazał pisać: Na Początku Było Słowo!...

Zatem pierwsze słowo najważniejsze. Nie wiem, jak Wy, ale ja w księgarni rozgrywam z autorem/ką krótką piłkę. Czytam kilka pierwszych zdań. Nie interesują mnie - po zawodach. Odkładam przegraną zawodniczkę, a z półek uśmiechają się już kolejne i wołają: "Mnie! Mnie przeczytaj!"... I tak to trwa...

«W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.» 

To moje ulubione pierwsze zdanie powieści. I nie przeszkadza mi, że ta powieść nigdy nie powstała. W "Dżumie" Alberta Camus pisał ją Grand, urzędnik ogarnięty żądzą zadziwienia świata. A konkretnie wydawcy. Marzyło mu się napisanie takiej powieści, po której przeczytaniu wydawca zawoła: "Czapki z głów, panowie!". Wokół szalała zaraza, ludzie padali jak muchy, a on przepisywał, cyzelował i poprawiał pierwsze zdania. Szaleniec? Może, ale czy wobec grozy śmierci nie jest to wspaniałe?... Absolutnie bezsensowna działalność... Sztuka... Czapki z głów panowie i panie!...

Do pierwszego zdania Córki Wokulskiego dochodziłem długo. Napisałem czterysta stron, wyrzuciłem je, wpadłem w dół psychiczny, wygrzebałem się - wtedy byłem gotów do swojego pierwszego zdania...

Niniejszym prezentuję je tutaj. A żeby nie czuło się samotne, od razu pokazuję pierwszą stronę.



A ponieważ, jak każdy Autor próżny jestem, nie mogę się powstrzymać, aby nie zacytować znajomego z facebooka: 

Kochani zamawiajcie Córkę Wokulskiego, wciąga od pierwszego zdania, Jak ten Romek to robi? W sumie zadaje głupie pytania, Romek to przecież syn samego Kurta Vonneguta z nieprawego łoża. Polecam.

Mirku, dzięki! ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz