sobota, 26 stycznia 2013

Wściekle antyrosyjska

Jesteśmy odcięci od świata. Wybrałem się z rodziną na Warmię. I utknęliśmy w śniegach. Moja fabia ledwo tu dojechała, pod górę musieliśmy pchać. Nowe zimówki psu w budę. Czekamy na roztopy, albo na gospodarza, który wróci w lutym. Przywiezie łańcuchy...


Chata jest fajna, więc nie narzekamy. Dzieci oglądają filmy, ja chodzę po okolicy. Kraina bieli. Dziś widziałem cztery dziki. Biegły od wioski na wzgórze. Znikły w lesie tuż obok myśliwskiej ambony. Chodzę i myślę o nowej powieści. Ale to jeszcze chwila. Póki co, chcę zebrać w jedno miejsce opinie o Córce. Szkoda, żeby rozpłynęły się w eterze...

Na początek Agnieszka Lis (facebook):

"Czy ktoś się boi brzydkich słów?

To niech nie czyta. Ale jeśli dla kogoś „dupa” jest słowem jak każde inne, to może spróbować.
A może i powinien nawet. Właśnie słowo jest w tej powieści najbardziej fascynujące. Każde. Słowo. Ma. Swoje. Znaczenie. I to potocznie uznawane za wulgarne, i wszlkie inne. I jeśli autor pisze „jebał” to właśnie to robił bohater. Nie „kochał”, nie „pieścił” i nie „współżył”. Dzięki temu w każdej scenie uruchamiana jest wyobraźnia czytelnika. Dzięki temu postaci wstają z kartek i przeżywają emocjonujące przygody. Zazdroszczę takiego pisania, z którego wyłania się trójwymiarowy obraz bohaterów i żywa akcja. Zazdroszczę takiej umiejętności posługiwania się słowem, która jak narkotyk zasysa czytelnika".

Prawda, że treściwe? Cieszę się, że ktoś docenia moje słowo. Też uważam je za mocną stronę swojego pisania.
Darek Nowacki w Gazecie Wyborczej ma odmienne zdanie. Nazwał to, co piszę "składnią SMS-ową". On też jest autorem określenia, że Córka Wokulskiego, jest "wściekle antyrosyjska".




Moim ulubionym wpisem jest tekst ze strony matrasu, gdzie niejaki Ryszard, który podaje się za nauczyciela języka polskiego, pisze:

"Ale ten styl bezstylowy, ten język bezjęzykowy, ten świat przedstawiony – bezepokowy, ta narracja szmirowata, te zamachy, pościgi i pociągi, te nieprawdopodobne bzdury!!!". 

Prawda, że uroczy?  I na koniec działo wytacza najcięższe:

Coś jakby mój najgorszy uczeń, co po polsku nie umie, wziął się za erotyczne romanse. Umie autor dobrać słowa? Umie pobudzić zmysły? Guzik umie. (Choć On sam użyłby tu słowa „g*wn*”).

Ale Sonia z matrasu też jest niezła:

Od pierwszych stron nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor chce czytelnika zszokować, że było to pisane bardzo na siłę. Z trudem dobrnęłam więc do ostatniej storny i żałuję, że jakże cennego wolnego czasu w święta nie spoźytkowałam inaczej. Stężenie wulgaryzmów jest tak wielkie, jakby książkę pisała osoba w wieku mocno średnim i dosyć niezaspokojona.

Rozkoszna. To się nazywa krytyka biograficzna. O ile się nie mylę, autorka sugeruje, że z seksem u mnie krucho. Może i tak, skoro masochistycznie się tu nadstawiam na chłostę. Więc koniec. Od tej chwili same pochwały:

Daria, (matras):
Kiedy czytam tę książkę, mam bardzo miłe poczucie , że napisał ją człowiek, który nie zastanawia się czy coś wypada lub nie wypada, w sensie społecznym, kulturowym czy literackim. Mam poczucie , że autor pozwolił swoim pomysłom zaistnieć całkowicie i to bardzo służy tej powieści. Zaczynasz ją czytać i czujesz się jakbyś wsiadł na wielką zjeżdżalnię lub rozpędzającą się karuzelę. Zawrót głowy murowany. 

Maciej, (matras):
"Córka Wokólskiego" Romana Praszyńskiego jest powieścią, która raz na zawsze odczarowuje polską niemożność wszelaką i jest ostatecznym remedium na wyżej rzeczoną. Od kiedy pamiętam czekałem na taką powieść, pełnoprawną, soczystą, bez kompleksów, pełną, wolną. Od tej książki nie można się oderwać. Jestem przekonany, że wejdzie do kanonu polskiej literatury.

Barbara, (matras):
Książka napisana barwnym językiem, pełna nietuzinkowych, pełnokrwistych postaci, trzymająca w napięciu. Przerosła moje oczekiwania: czytałam ją niemal z zapartym tchem. Zaliczam ją więc do grona tych lektur, które poznaje się kosztem snu, przytrzymując palcami opadające powieki. Na zmianę płakałam i śmiałam się, niejednokrotnie poddawałam się pełnemu napięcia oczekiwaniu.

A na deser Leszek Bugajski z Newsweeka:

 "Brawurowa i zabawna powieść zachwyca czytelników i wprawia w konfuzję poważnych badaczy literatury" 


I jeszcze klejnocik.
Ania Twardowska (facebook):

O godz.16.37, w autobusie linii 171 widziałam młodą kobietę zaczytaną w pewnej książce. Kobieta była ubrana po zęby, zaś kobieta na okładce roznegliżowana i z bombą:-)

He, he. Przyznam się... kilka dni temu w tramwaju też zaglądałem czytającej kobiecie przez ramię. Przez ułamek sekundy miałem nadzieję, że czyta Córkę. Niestety, nie dane było mi spotkać swojej czytelniczki. Na razie...


2 komentarze:

  1. A gdybys jechał wrocławskim tramwajem, mógłbyś natknąć się na moją córkę czytającą "Córkę". Zabrała mi książkę (prosto z księgarni) mówiąc: to twój kolega napisał? Muszę zobaczyć, jakich masz znajomych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he. Ciekawe, czy córce spodoba się taki kolega...
      Pozdrawiam Was obie! :)

      Usuń