sobota, 9 lutego 2013

Prawdziwa krew...


Do pewnego stopnia Córka Wokulskiego jest reportażem historycznym. Oczywiście, Kapuściński to ja nie jestem, ale jedno mogę powiedzieć: w mojej powieści nie ma wymyślonych postaci! Albo, mówiąc dokładniej, nie ma wymyślonych przeze mnie...
Wokulskiego przecież nie ja powołałem do życia, ani Izabeli czy Szumana. Zajął się tym Pan Bolesław. W jakiś sposób ich istnienie jest bardziej intensywne od egzystencji żywych ludzi. O współczesnych im dawno zapomnieliśmy, a oni żyją. Przynajmniej na kartach Lalki. To potęga sztuki! Ale w mojej powieści są też postaci, których nie ma u Prusa. I tu właśnie wkracza historia. Pomijając drobiazg - dozorców, subiektów, czy jednego rabina - w Córce bohaterami są osoby, które żyły naprawdę w 1884 roku w Warszawie!

Natalia Pol

Zacznijmy od głównej bohaterki. Gdy zastanawiałem się, jak nazwać dziewczynę, która pociągnie akcję, przeczytałem o Piotrze Bardowskim, sędzim pokoju I Okręgu Warszawskiego. Ochrana dopadła go właśnie w 1884 roku. Trafił biedak do X Pawilonu. Jak okazało się, związany był z Komitetem Robotniczym Rewolucyjnym "Proletariat". Zarzut - zamach na cara! Do Cytadeli przewieziono również kobietę, z którą żył bez ślubu - Natalię Pol. Nie trafiłem na żadne informację o niej. Wiem tylko, że dziewczyna o takim nazwisku żyła w Warszawie i była rewolucjonistką. Tyle mi wystarczyło. Dałem jej drugie życie...

Nikołaj Buturlin

Główny wróg Natalii. Postać równie autentyczna. Oberpolicmajster Warszawy od 1878 roku. Zatem, gdy Wokulski błąkał się po Krakowskim Przedmieściu marząc o ciele i duszy Izabeli, Buturlin rządził policją i tajniakami. I naprawdę był nieślubnym synem Aleksandra II. Typ birbanta, hulaki, kurwiarza. Gdy w 1884 roku opuścił Warszawę, w domu schadzek "mamuśki" Tomasowej przy Długiej, zostawił 20 tysięcy rubli długu (gdy roczna pensja robotnika wynosiła 200 rubli)! Skończył w Petersburgu bez pensji w małym pokoju hotelowym. Dlaczego wypadł z łask? To sprawka Josifa Hurki, warszawskiego generał-gubernatora. Podobno panowie mieli konflikt o kobietę. Na pewno nie o Hurkową, która słynęła z brzydoty.
Wspaniały materiał na "złego" Rosjanina. Który nie wiedzieć czemu, budzi też fascynację Czytelniczek...

Nana

W Córce też wiele scen, który wydarzyły się naprawdę. Na przykład randka Natalii w galerii, gdzie wystawiono Nanę - bulwersujący obraz przedstawiający rozebraną bohaterkę Zoli. Jak to zwykle w Polsce,  było dużo krzyku o odrobinę nagości.


Taki obraz powstał rzeczywiście, namalował go Marceli Suchorowski i faktycznie wystawiono go w pawilonie Salonu Sztuki Józefa Ungra przy Niecałej. Była tam też absolutna nowość - lampa elektryczna. Tyle, że działo się to w 1881 roku czyli trochę wcześniej niż akcja mojej powieści. Ale nie bądźmy drobiazgowi!

Rzeczywiście Buturlin każe przebadać ginekologicznie wszystkie robotnice warszawskie - jak prostytutki, które co tydzień musiały mieć podbite książeczki zdrowia - czym o mały włos nie wywołuje w mieście rewolucji. Odezwę "Proletariatu", wzywającą do walki w obronie czci matek, żon, sióstr i córek,  którą Natalia czyta na warszawskim murze, przepisałem z historycznych materiałów.

Balon, który odgrywa tak ważną rolę w powieści, rzeczywiście w 1884 roku leciał nad Warszawą. I podobnie, jak mój, wpadł do Wisły...

Syjonistyczna osada na Grochowie, gdzie Żydzi szkolili się na rolników przed emigracją do Palestyny, rzeczywiście istniała. Może trochę później, ale przecież nie będziemy się spierać o parę lat...

I tak dalej. Zbudowałem świat Córki z wielu drobnych, rzeczywistych elementów, bo tak lubię. Tak mi łatwiej, świat opisywany nabiera wtedy ciała. I krwi.
Prawdziwej krwi...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz