niedziela, 10 lutego 2013

Wisława i pączki

Dziś w radiu usłyszałem Tomasza Stańko mówiącego, że Wisława Szymborska była artystką pop. I był to w jego ustach komplement. On bardzo szanuję pop i Wisławę. Właśnie nagrał podwójny album jej w hołdzie. Płyta zatytułowana po prostu Wisława.

Pop

I to jest to. Ja też bardzo szanuję pop. Dlatego napisałem POPularną powieść. Niech mi Prus wybaczy!
Ale nie bądźmy naiwni. Powieść w odcinkach - a tak po raz pierwszy ukazała się Lalka - była dziewiętnastowiecznym odpowiednikiem dzisiejszej telenoweli. To dla niej właśnie publika kupowała Kurier Codzienny w 1888 roku. Więc  gdyby Pan Bolesław żył dzisiaj, pisałby odcinki "M jak miłość" lub "Przepisu na życie". Tak. Dziwne? Może nie tak bardzo. To szkoła zamieszała nam w głowach, dzieląc sztukę na szlachetną i komercyjną. Wysoką i niską. My rozpływamy się nad arcydziełem Mistrza, a sam Aleksander Głowacki nie za bardzo cenił swoje pisanie. Dlatego przybrał pseudonim. Marzeniem jego życia było zostać inżynierem. A gdy Ruscy wygonili go ze Szkoły Głównej, raczej myślał o karierze w banku lub na kolei. Pisarstwo wyszło mu przez przypadek. Jakby los chciał zakpić z niego, przenosząc go do wieczności za sprawą tak błahą, jak literatura...

Pączki

Ale pisać popularnie to jeszcze mało. Trzeba dotrzeć do popubliczności. A gdzie ją spotkać? Oczywiście najlepiej w jej mateczniku - galerii handlowej. Świątyni konsumpcji. Dlatego z radością wystąpiłem w Galerii Górnej w Otwocku. 


To nie metro. To jeden z naszych kościołów - centrum handlowe. Jeszcze nigdy nie występowałem w takim miejscu. Nareszcie jestem jak reszta naszego szołbiznesu!



O sztuce można mówić wszędzie. Więc opowiedziałem zebranym pokrótce, jak swoją książką wpisałem się w światową modę "przedłużania" bestsellerów. Za przykład podałem dalszy ciąg "Przeminęło z wiatrem":



Chcąc nie chcąc wpisałem się też w drugą modę, która obecnie przewala się przez świat. To moda na powieści erotyczne. Mocno erotyczne. Najsłynniejszy oczywiście Gray, ale Polki już nadrabiają:


Ciekawe, kto ukrywa się pod tym pseudonimem?...


Potem chwila z piosenką. Wypróbowałem swój nowy kawałek antykleryklany. Bałem się, że pogonią. Ale nie - być może w kościele konsumpcji diabeł zamiata ogonem...




A na koniec deser. Piosenki i pączki były za friko. Tylko Córka za pieniądze...


Zdjęcia: Jadwiga Wierzbicka www.egminy.eu







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz