wtorek, 26 marca 2013

Jest nadzieja!

Mam łatwość płakania na filmach. W sumie to dobrze, polepsza samopoczucie, tylko obciach trochę przed ludźmi. Ale spoko, staram się głośno nie szlochać. Za to po seansie - trąby jerychońskie. Ostatnio czyściłem kanały na Imagine, nowym filmie Andrzeja Jakimowskiego (pamiętacie jego Sztuczki i świetną muzykę Tomasza Gąsowskiego?). Powiedzieć, że to kapitalny film, to nic nie powiedzieć. Super zdjęcie (Lizbona!), porywająca gra (Edward Hogg - w filmie nie ma ani jednego polskiego aktora!) i pomysł - odjazd! To Lot nad kukułczym gniazdem w wersji lihgt. Subtelny, skupiony na szczególe i całkowicie nie polski!



Bo polskie kino to dla mnie Obława, Róża i Drogówka. Dramatyczne, ciemne i za Boga żywego - żadnej nadziei! Bo przecież świat jest okrutny, ludzie podli, a szczęśliwe zakończenie to kicz nad kicze! My Polacy kochamy cierpieć, a jak nie cierpimy - to po co żyć?...
Ale nadzieja jest. Jakimowski w europejskiej formie. Dalej kręci swoje sztuczki, czaruje i poryw widzów. I pięknie. I dobrze. Moja Córka Wokulskiego jest raczej gwałtowna. Lubię dokręcić śrubę. Tym bardziej podziw mój wzbudza subtelność. Odwaga delikatnego chwytania za gardło miękką dłonią. I zaciskania z siłą okrętowego dźwigu!....
Nie chcę pisać za dużo, ale powiem, że jest tam scena, która przypomina mi żyrafę w Warszawie Dariusza Gajewskiego. Porywająca, rodem z Felliniego scena. Nagle zimą przez plac Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza popieprza żyrafa. Prawdziwa. Dla tej sceny warto było zrobić film. Szczerze mówiąc, nic więcej z niego nie pamiętam. No może jeszcze to, że po raz pierwszy na Warszawie poczułem, że stolyca jest także moim miastem (a pochodzę z Wrocławia) - więc znowu płacz...
W Imagine również jest tak wielka scena. Scena gigant. Metafora. Dla takich scen warto żyć!

Uwaga

Jeżeli rzeczywiście chcecie pójść na Imagine (w kinach od 12 kwietnia), to nie oglądajcie trailera. Będziecie mieli większą frajdę!...

poniedziałek, 18 marca 2013

Penis olbrzym

A jednak dziadek Freud nie miał racji. Kobiety nie zazdroszczą mężczyznom penisów. One... je podziwiają! Tak. Skąd to wiem? Bo przeczytałem "Pieprz z miodem"!


Posłuchajcie tego:

"Pośpiesznie rozpięła jego spodnie. Wyskoczył ogromny, nabrzmiały twardy, jakby był z kamienia. Obrzezany. Piękna purpurowa głowa odstawała nieco od reszty wspaniałego, niewiarygodnie dużego penisa. Usiadła na brzegu łóżka.
- Nie śmiej się tylko. Chcę popatrzeć".

Albo to:

"Może nie tyle on sam, ile jego... fallus budzi moje uwielbienie. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Chciałabym  mieć go w rękach, w ustach, w sobie przez cały czas! Nigdy nie mam dość. Patrzenie na niego, pieszczenia go, całowania...".

I tak w kółko. Piękna proza. Powinna leżeć w każdym domu. Aby przypominać o tym, co ważne. Czytajcie, kochani polską prozę. Czytanie wzbogaca duszę!

A swoją drogą zastanawiam się, kim jest Autorka ukrywająca się pod pseudonimem Sonia Zohar? Czy przypomina którąś ze swych trzech bohaterek? Czy bardziej rudowłosą Malwinę o posągowym ciele, którą nabija na swego olbrzymiego penisa potężny Izraelczyk? Czy raczej Zuzę o chłopięcych biodrach, która używa mężczyzn szybko i bezwzględnie, jak prezerwatywy? Czy może samotną matkę Łucję, którą napastują facet bez prącia? Kto wie?... A może jest sześćdziesięciolatkiem na rencie o zatłuszczonych włosach, sapiącym nad klawiaturą? Nie wiadomo... Bożek seksu ma wiele oblicz.


niedziela, 10 marca 2013

Ołtarzyk

Akurat czytam Przerwaną dekadę -  rozmowę z Edwardem Gierkiem. Pamiętacie te czasy propagandy i kultu jednostki? Moja żona - ówcześnie dziewczynka, kochała Gierka, chciała mieć takiego tatę! Więc wchodzę wczoraj do matrasu przy - nomen omen - Alei Solidarności i co widzę? Ołtarzyk Romana Praszyńskiego!


Bosko! Pierwszy raz zobaczyłem Córkę na witrynie księgarni. Miłe uczucie. A w środku było jeszcze lepiej!


Wchodziłem do księgarni z duszą na ramieniu. To piąte spotkanie autorskie w tym samym mieście w ciągu trzech miesięcy. Czy ktoś będzie? Przecież znajomi mają już serdecznie dosyć! Ale byli. I to kto? Głównie osoby piszące! Tu kilka ich powieści:





Rozmowa siłą rzeczy zeszła na warsztat. Opowiadałem o swojej pisarskiej biblii: Warsztat pisarza Swaina. Bez niego nie byłoby Córki. Gdy miałem potężny kryzys (zobacz post: Chłopak z Grochowa) właśnie Swain dodał mi skrzydeł.
- I czego się u niego dowiedziałeś? - zapytała  Joanna Laprus-Mikulska.
- Pamiętam zdanie, które było, jak odkrycie Kopernika - pośpieszyłem z odpowiedzią. - Otóż pisarz nie opowiada historii. Pisarz opowiada o reakcjach bohaterów na to, co ich spotyka. Nie fakty, a emocje! A drugi wstrząs to zasada mówiąca o tym, że im ważniejsze wydarzenie w opowieści, tym więcej trzeba mu poświęcić słów. A ja zawsze myślałem, że odwrotnie! I dlatego Córka Wokulskiego jest taka gruba!
- Trzy razy grubsza od mojej - zaśmiała się Sonia Zohar.

I tak sobie gadaliśmy. Okazało się, że małe jest piękne. I nie tłumy wyznawców czynią świątynię, a siła ich wiary!... 

PS. Dziękuję pani Magdalenie Lau z matrasu. Głównej kapłance wydarzenia...


sobota, 2 marca 2013

Cycki Ilony

Spotkałem Dorotę Wellman na jakiejś tvnowskiej imprezie.
- Hej - zawołałem - Czytam książkę, którą polecasz na okładce. Wszystkie odcienie czerni Ilony Felicjańskiej!


- I co? - zapytała Dorota.
- Jestem zaskoczony. Podoba mi się...
Wellmanowa uśmiechnęła się tak, jak ona potrafi. Łobuzersko.
- Bo to dobra książka jest.  Ale kogo to obchodzi? I tak będę pytać tylko o to, czy Ilona ma cycki i czy lubi się pieprzyć...



Sądząc po powieści, lubi. Wyobraźnia, smak i wytrwałość najwyższego gatunku. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to przyznam, ale - za dużo seksu! Tak. Bo pierwsza scena ostrego seksu fajna, druga i trzecia też. Ale potem... nuda. To niestety pułapka czystych gatunkowo powieści. W samym seksie nie ma wystarczającego dramatyzmu, żeby unieść akcję. Niestety, trzeba wyjść z sypialni, żeby przytrzymać czytelnika za gardło. Dlatego Grey'e mnie nudzą. Pamiętam, że tylko przy Pamiętnikach Fanny Hill nie narzekałem. Ale wtedy byłem napalonym nastolatkiem...
Na szczęście u Ilony pojawia się intryga rodem z najczarniejszych thillerów. Potworna korporacja, zbrodnicze eksperymenty, szpiedzy i mordercy. I już nie o seks chodzi, tylko o to, żeby przeżyć. Więc doczytałem z wypiekami. A w dodatku nuta pedagogiczna pobrzękuje w tekście. Recepta na odnowę dla rozczarowanych sobą małżonków. Popieram.
I język. Ten mnie wkurza najbardziej. Bo ja latami pracuję, żeby język poskromić, żeby fraza była, jak zwinięta pięść. Żeby niosła rytmem i zaskoczeniem. A tu pani schodzi z wybiegów i wali słowem między oczy.
Naprawdę, jeżeli to ona sama napisała, to czapki z głów!...

(foto. Jil La Monaca)