niedziela, 14 kwietnia 2013

Córka szmaciarza

No, ja przepraszam, trochę książek w życiu przeczytałem, ale Córka szmaciarza mną szarpnęła!
Znacie Alana Sillitoe? Bo ja nie. Co prawda Samotność długodystansowca kiedyś oglądałem, ale nie miałem pojęcia, że facet to napisał. A teraz przeczytałem jego książeczkę. Naprawdę nie wiem, skąd się wzięła w domu!





Zaczyna się od opowiadania Córka szmaciarza. Znakomita. Rozwaliła mnie ta Córka  zupełnie. Nawet nie to, uwiodła mnie, zaczarowała. Lekkością, młodzieńczym szaleństwem, dramatem losu. Krótka historia dzieciaków, które kochają się i rajarą wspólnymi skokami na drobną kasę. Taka ballada o Bonnie i Clyde przeniesiona do Anglii lat 50-tych zeszłego wieku. Tyle, że nikt nikogo nie zabija, awanturniczy romans w wydaniu light. Łyknąłem na jednym oddechu. Dlaczego? - zastanawiam się. Czyżbym chciał być osiemnastolatkiem, który kradnie drobniaki z ukochaną, a potem całymi dniami uprawia z nią seks? Może, czemu nie? Pozytywny program. Ale czar tej powiastki  leży też w tym, że jest wspaniałą bajką o wymiganiu się od systemu. No wiecie - od bezdusznej pracy w korporacji, gięcia karku w codziennym  kieracie, powolnym umieraniu za życia. Czyż nie o tym napisałem Córkę Wokulskiego? O dojmującej potrzebie wolności. Pięknej, młodzieńczej i straceńczej potrzebie. Która porywa do nieba i wali o bruk. Tak. Obie Córki są szalonymi dziewczynami, które są gotowe za wolność zapłacić najwyższą cenę. Cenę życia. Przeczytajcie Córkę szmaciarza - wyrwie wam serce...
A potem przeczytajcie Córkę Wokulskiego. Znajdziecie ukojenie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz