niedziela, 28 lipca 2013

czarni Polacy

Uwielbiam to, co z historią robi Bartosz Konopka! Właśnie obejrzałem jego "Sztukę znikania". Fikcyjny dokument o wizycie w PRL-u kapłana wudu!
Gdzieś tam, w dżungli Haiti jest wioska, którą zamieszkują "czarni Polacy". Potomkowie legionistów, którzy na rozkaz Napoleona tłumili powstanie niewolników. Część polskich żołnierzy zdezerterowała i przeszła na stronę wroga. A po klęsce Francuzów osiedliła się na Haiti i spłodziła "czarnych Polaków". Jeden z nich, Amon Fremon, zostaje kapłanem wudu. W 1980 roku przylatuje do niego helikopterem Jerzy Grotowski, kapłan teatru i zabiera do Polski. Tu zaczyna się akcja filmu.
Amon błąka się po Polsce i obserwuje realny socjalizm okiem szamana. Pałac Kultury przypomina mu haitańskie nagrobki, "tylko u nas nie ma tyle okien". Wielką imprezę na stadionie z okazji dożynek interpretuje jako rytuał, w którym młode kobiety oddają cześć starcom. Te zdjęcia naprawdę robią wrażenie.
Na trybunach Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz i cała partyjna falanga. A na murawie hoże dziewoje w strojach ludowych wyginają się wiernopoddańczo. Komunizm na pewno miał wiele z religijnego rytuału. Tu widać to znakomicie. Konopka jest asem w odwracaniu kota ogonem. W "Króliku po berlińsku" historię muru berlińskiego, ale też historię zniewolenia ludzi przez system, pokazał z punktu widzenia królików. Zwierzaki te tysiącami zamieszkiwały pas ziemi niczyjej pomiędzy zasiekami zachodnioberlińskimi, a ogrodzeniem wschodnioberlińskim. Z tej perspektywy świat i to co na nim wyprawiamy my, ludzie, jest i straszne i komiczne.
Zmiana perspektywy jest odkrywcza. Nasz "oswojony" świat widziany oczami "obcego" zyskuje nowe sensy. To daje niesamowite efekty. Amon z haitańskiej dżungli patrzy na ludzi stojących godzinami w kolejkach do sklepów i zastanawia się, dlaczego ci ludzie, choć gromadzą się razem, wcale ze sobą nie rozmawiają?
W końcu "czarny Polak" odkrywa po co duchy ściągnęły go do kraju przodków. Wciela się w niego haitańska bogini Erzulie - wypisz wymaluj częstochowska "Czarna Madonna" - i nakazuje mu odprawić rytuał wodu. Ma uwolnić Polaków od dręczących ich duchów. Amon wykonuje to, co chce od niego bogini i wraca do dżungli. Konopka sugeruje więc, że komunizm upadł w Polsce dzięki czarom Amona. Czyż to nie piękne? Z takiej perspektywy cały nasz polskobogoojczyźniany pasztet zyskuje należny mu wymiar - kompletnego absurdu!
I za to kocham Konopkę.
Nie wiem, czy z wzajemnością? A byłoby za co. Tę  "perspektywę królika" od lat stosuję w swojej prozie. W Na klęczkach była to perspektywa naiwno-cyniczna: "Czarno ubrani mężczyźni za swojego patrona obrali mężczyznę żyjącego bardzo dawno temu. Ten mężczyzna, uznawany przez nich za kogoś w rodzaju szefa, marnie skończył. Mimo to uznają go za właściciela całego (a więc i Polski, i mojego zadupia), chociaż mi się wydaje, że co najwyżej mógłby zostać patronem lotniarstwa. Lotniarstwo to sport polegający na szerokim rozkładaniu ramion".
A w Córce Wokulskiego robię dla czasu zaborów to, co dla PRL-u zrobił kapłan wudu. Odczarowuję polską smutę. Od nowa przepisuję historię. Po swojemu.
A na koniec cudeńko. Powyższe zdjęcie zrobiłem w parku Skaryszewskim. W betonowej kapliczce skarby Grochowa. Nie trzeba jechać na Haiti, żeby spotkać czarnych Polaków...


niedziela, 21 lipca 2013

Miszcz świata

Jak zostałem miszczem świata? To proste -  poszedłem do grochowskiej klubokawiarni Kicia Kocia i wziąłem udział w piciu oranżady na czas.


Emocje były wielkie.Gaz szedł nosem, uczestnicy parskali na estradę i jury. Techniki wprowadzania napoju do organizmu były wielorakie:

Byłem nieziemsko zaskoczony, jak dużo płynu mieści się w małej buteleczce i ile gazu atakuje mój organizm. Jednak brak treningu. Po pierwszej konkurencji - oranżada czerwona! - czas utrzymałem w środku stawki: 14,3 sekundy. Gdy rekord świata - ustanowiony w lutym w Kici Koci  - to 5,6 sekundy!
Za drugim podejściem - oranżada biała, rekord świata 6 sekund! - dałem z siebie wszystko. Co widać na mojej koszulce. Zbiłem czas do 9,3 sekundy. Co dało mi TRZECIE miejsce! Jestem miszczem świata! Trala la la la!
Szefowa jury Małgosia Pilewska mierzyła czas na swojej komórce. 

Czarek Polak z Kici Koci zapewnia, że w księdze Rekordów Guinessa nie ma jeszcze picia oranżady. Wysyła nasze wyniki, będziemy pierwsi!

A tak walił miszcz nad miszcze, zwycięzca w kategorii czerwona - 5,41 sekundy! - Paweł Nicki z Grochowa. Grochów rulez! 
Zwycięzca opuszcza podium z nagrodą. Krzynka białej, krzynka czerwonej.

Ginący gatunek

Cała ta impreza nie miałaby racji bytu, gdyby nie pan Józef Romaniuk z Grochowa, który prowadzi ostatnią w Warszawie, a może i na świecie, fabrykę oranżady według przedwojennej receptury. Założył ją jego ojciec w 1948 roku. Macie pojęcie? Przetrwali Stalina, Gomułkę, Jaruzelskiego, a nawet Balcerowicza! Teraz są, jak białe wieloryby, na wymarciu. Produkują kilka tysięcy oranżad na miesiąc, gdy z maszyn mogą schodzić cztery tysiące butelek na godzinę! Dlatego pytajcie w waszych warzywniakach o prawdziwą oranżadę. Może przetrwają dla naszych dzieci?...
"Oranżada musi być z cukrem - tłumaczy Józef Romaniuk - te wszystkie słodziki są tańsze, ale w ustach zostawiają gorycz..."

środa, 17 lipca 2013

Szalona Jagoda

Jagoda przyszła na nasz koncert  na tegorocznych Mironaliach. Przyniosła cztery Córki Wokulskiego.
- Podpisz - poprosiła.
Jaki autor oprze się takiej propozycji?

R.P.A. Mironalia 2013. Fot. Zofia Pieniążek
Więc podpisałem. Ale kim jest Jagoda, co kupuje moje książki torbami? Szalona?
No chyba tak. Bo kto zakłada portal, żeby pokazać twórców  najmniejszej nawet gminy naszego ukochanego kraju? A Jagoda taki założyła:
Ciekawiście? To zajrzyjcie:  www.egminy.eu
Kto pisze w maju w Biłgoraju? Kto maluje dziewczyny w gminie Dzięgieszyny? Kto pszczółki dokarmia tam, gdzie kończy się Warmia? No, właśnie. Poeci, muzycy, rzeźbiarze - amatorzy i zawodowcy. U niej są wszyscy. Z Warszawy i ściany wschodniej. "Nie ma małych twórców", mówi Jagoda i zasuwa po kraju, żeby nawiązać kontakty, Żeby zaprosić artystów i urzędników od kultury, żeby chcieli napisać, co się dzieje u nich w mieście, domu kultury i na wiejskim festynie. "Jestem ciekawa świata - tłumaczy. - Ludzi, ich pasji tworzenia. Drzemią w nas potęgi twórcze i te chcę pokazać". Szalona, nie inaczej. Z wykształcenia politolog, ale polityki unika. Pracowała w banku, ale dała sobie spokój. Teraz stawia na egminy. "Przejeżdżasz przez jakąś miejscowość i chciałbyś uzyskać info o tym, co jest dla ciebie ważne - tłumaczy. - Ciekawe miejsce, wydarzenie, ludzie. O tym jest portal i dla takich ciekawskich". Zajmuje się tym od dwóch lat i wciąż twierdzi, że będą z tego pieniądze. Więc jeżeli nie kasa, to co ją kręci? "Robię coś, czego nikt nie robi", przekonuje. A utrzymuje się z działalności gospodarczej. W tej chwili jej portal pisze o 400 ciekawych ludziach. Przed nią jeszcze wiele pracy, wszak samych poetów jest w Polsce podobno 800 tysięcy!

Portal dla Ciebie

Piszesz? Śpiewasz? Haftujesz? Urządzasz warsztaty dla dzieciaków? Napisz do Jagody: biuro@egminy.eu A ona na pewno zamieści o tym informacje na swoim portalu. To portal dla Ciebie. Dla pani i pana. Dla nas.
fot. Jarek Gaszyński
A to właśnie Jagoda Wierzbicka w objęciach Romana Owczarzaka organizatora imprezy golfowej w Brukseli (to taka gmina na północ od Luksemburga). Co na to mąż? "Jestem niespokojną duszą, taka ma uroda i dobrze mi z tym - broni się Jagoda. - Na szczęście mój mąż wytrzymuje ze mną". Wierzę jej. W końcu sztuka jest najważniejsza. A na koniec wyjaśnienie - po co jej cztery Córki Wokulskiego? Otóż Jagoda urządza konkursy literackie. A te Córki poszły na nagrody. No, przyznajcie sami, skąd się taka wzięła?...