niedziela, 29 czerwca 2014

Psychoanaliza jest do dupy

Kochani Moi, to jest cykl dla przeklętych przez literaturę. Dla tych co bardzo chcą, ale nie mogą. A im bardziej chcą, tym bardziej nie mogą. Bo literatura jest jak droga prostytutka. Chętnie daje, ale nie wszystkich na nią stać. A komu nie stoi, ten leży. I właśnie, żeby nie kopać leżącego, poszedłem na kurs pisania. Dziś lekcja trzecia.

Szachownica

Chcesz napisać powieść? Ale wszystko rozłazi Ci się, zanim jeszcze zbierzesz się do kupy? Cóż, nie Tobie pierwszej. Ale spokojnie, od czego dyplomowani creating writers? Ktoś - nie ja! - wymyślił prościutki schemat tego, co powinno znaleźć się w opowieści, żeby miała ręce i nogi. Spójrz na kwadraciki poniżej. 



PRZESŁANIE






TŁO
ŚWIAT BOHATERA



BOHATER




POTRZEBY, CEL BOHATERA








ANTAGONISTA




AKCJA



KULMINACJA
(NIE JEDNA!)







ROZWIĄZANIE



WARTOŚCI
(ZYSK BOHATERA)
Czego my tu nie mamy? Nie mamy pewności, że się uda. Ale schemat jest. A więc jazda. Po pierwsze Bohater. Na nim oparta jest opowieść. Musimy go dobrze poznać, żeby wiarygodnie opisać jego przygody. Bohater musi mieć cel. Powieść to droga, trudno gdziekolwiek dojść, jeżeli nie ma się celu. Ale na drodze do celu stoi Antagonista. On bardzo się stara, żeby Bohater nie doszedł, gdzie zamierza. Im silniejszy i bardziej zły jest Antagonista, tym bardziej pasjonująca jest Akcja. Oczywiście potrzebne jest Tło. Świat w którym funkcjonuje Bohater. Jego rzeczywistość, postaci drugoplanowe, poboczne wątki. Sporo tego. Ale cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie. Najważniejszym punktem Akcji jest Kulminacja. To największy dramat Bohatera, jego spotkanie ze Śmiercią. Najlepiej jak są dwie Kulminacje. Pierwsza spodziewana. I druga kompletnie zaskakująca. Potem już Rozwiązanie czyli happy and (lub nie) w zależności czy piszemy dla amerykańskiego czy polskiego odbiorcy! I jeszcze dwa najbardziej tajemnicze pola - Przesłanie i Zysk Bohatera. O co chodzi? No właśnie. Do tego jeszcze wrócimy. A teraz zadanie domowe:
Magda, nasza pani profesor, zażyczyła sobie, żeby napisać 54 stronę naszej planowanej powieści. Nie pierwszą, nie ostatnią. Ale właśnie taką ze środka. Żeby wyrwać krwisty kawał z mięsa naszej prozy. Prozy, która dopiero ma się urodzić. To taki przyśpieszony poród. Przyznam się, że sprowokowała mnie. Chodzi za mną taka jedna opowiastka. Myślałem,  że napiszę ją po Bożemu. W pozycji misjonarskiej. Ale nie, wziąłem ją (siebie?)  z zaskoczenia. Od tyłu. Daję Wam słowo - nie bolało!
Wiedeń, 1918
Freud przysypia, gdy Helena mówi:
Brat wchodził do mojego pokoju, gdy już wszyscy w domu spali... drzwi skrzypiały, a ja czułam skurcz lęku. To było tak, jakbym połknęła wielki kawał chleba i zatkała się nim. Zna pan to uczucie?
Wiedeńczyk kiwa głowa. Tyle już słyszał tych smutnych historii. Helena patrzy na drzwi gabinetu, chce uciec. W gardle gula. Brak powietrza. I jeszcze coś.
Czułam wilgoć między nogami...
Wzdycha. A więc jednak to powiedziała.
Czy szokuję pana, profesorze?
Psychoanalityk uśmiecha się łagodnie. Tym uśmiechem obdarza zwykle starożytne figurki, które zagracają pokój. Szokują go miliony trupów młodych mężczyzn w okopach Europy. Dziecięca perwersja już dawno nie.
Helena milczy. Widzi swoją matkę w czepcu i jej usta syczące: „dziwka”. Tak trudno coś powiedzieć, gdy w przełyku puchnie razowiec.
Freud czeka. Zapala cygaro.
Helena nie może uwierzyć. Dlaczego ją prowokuje? Wyobraża sobie jego członka. Czy jest obrzezany? Czy bardzo urośnie, gdy weźmie go do ręki? I zaraz umysł skacze tam, do domu przy przemyskim rynku. Ciemny pokój i głos brata przy uchu. Chcesz dotknąć mojego węża? Chcesz?... Jedyne, czego chce, to wyrwać się z jego objęć, ale tylko posłusznie kiwa głową. I ręka brata przymusza jej dłoń, aby opadła w dół, a tam czeka coś żywego. Twardego i ciepłego. Wąż. Musi to złapać i ścisnąć. Brat dyszy jej do ucha. Wąż cię lubi. Pogłaskaj. Chce, żeby pocierała go w górę i w dół, jak wtedy, gdy idzie schodami i gładzi wyślizganą latami poręcz. Gdy miała cztery lata, zjeżdżała po niej w krótkiej sukience, pamięta dreszcz, jakby coś żywego przesuwało się między jej nogami. A teraz między nogami ma brata i powraca ta ekscytacja. Jest mokra. Jest przeklęta.
Widzi ciepłe oczy Freuda i wie, że jego serce jest otwarte. Nie ma prawdziwej psychoanalizy bez miłości. Szuka w sobie słów. Powiedziała mu już o nienawiści do matki. Powiedziała o miłości do ojca, która zakończyła się romansem ze starszym mężczyzną. Powiedziała o snach, w których miała męskie genitalia. Ale brat?
Helena porusza biodrami na kozetce. Ścierpły jej pośladki.
Od tej psychoanalizy to tylko dupa boli.
Mówi po polsku.

sobota, 21 czerwca 2014

Sześć kapeluszy

Wpadłem na całego. Uczę się pisać. Dzisiaj kolejna relacja z zajęć u Magdy. Myk dla początkujących o nazwie: sześć kapeluszy. To metoda przeniesiona z życia korporacyjnego. Służy rozwiązywaniu problemów. Spotyka się grupa osób i każdy zakłada kapelusz w innym kolorze. Kolor określa "osobowość" mówiącego.

Biały - jest konkretny, skupiony na faktach i celu.
Zielony - twórczy, pomysłowy, podsuwa różne sposoby rozwiązania problemu.
Żółty - podkreśla zalety planu.
Czerwony - serce na dłoni, emocjonalny, ma przeczucia, wyczuwa atmosferę spotkania. Nie musi uzasadniać swoich wyborów.
Czarny - szuka dziury w całym, mówi o wadach planu, rzetelny pesymizm, logiczny.
Niebieski - zarządca spotkania, czuwa nad dyskusją, perspektywa "z lotu ptaka".
Foto: tutaj.
Jak to ma się do literatury? Gdy początkujący ma problem z "opanowaniem" bohaterów, może każdemu z nich założyć jeden kapelusz. Wtedy bohaterowie zyskują na wyrazistości, lepiej wychodzą dialogi.
Magda przygotowała karteczki z nazwami kolorów. Każdy kursant wylosował "swój" kapelusz. Mnie trafił się czerwony. Jakie ćwiczenie tym razem? Opisz swoją spowiedź w konfesjonale. Twój bohater nosi kapelusz w kolorze, jaki wylosowałeś. Fajna zabawa, tym bardziej, że na napisanie miałem tylko kilka minut!

Co?! Nie dostanę rozgrzeszenia? Ale dlaczego? Bo się przespałem z mężatką? Ja ja kocham! Kocham jej włosy, piersi, uda, wilgoć między... o, przepraszam księdza. I co z tego, że jest mężatką? Jej mąż to łajdak. Skąd wiem? A wiem, wiem... moja żona z nim spała.
Mam zerwać z moja kochanką i wrócić do żony? To niemożliwe. Kochanka zagroziła mi, że jak ją zostawię, to zabije moją żonę.
Co, mam zgłosić to na policję? Nie mogę. Boję się. Dlaczego? Razem z kochanką zabiliśmy jej męża.
Proszę księdza, dlaczego ksiądz zbladł? O rany, zemdlał... Wziął to na serio. Tak to jest, jak się udziela spowiedzi pierwszego kwietnia.

c.d.n.


czwartek, 19 czerwca 2014

Dobra dusza

W moim życiu przełom. Po wydaniu pięciu powieści, znalezieniu się w kilku leksykonach współczesnych pisarzy, po opublikowaniu tysięcy materiałów dziennikarskich, postanowiłem wziąć się za siebie.
Zapisałem się na kurs pisania.
Tak! Tym bardziej, że za darmo. I na mojej ulicy! O, tu:
Paca 40. To ciekawe miejsce. Miejsce integracji sąsiedzkiej. Model przeniesiony z przedmieść Manchesteru. Więcej tutaj: klik.
Ale po kolei.

Przyszło ze dwadzieścia osób. Większość kobiet.  I tak zasiadłem między babciami, które piszą bajki dla wnucząt, między sfrustrowanymi redaktorkami prasowymi, które szukają nowego otwarcia i młodzieńcami, którzy tworzą postapokaliptyczne opowiadania na konkursy. Jeżeli brzmi to, jakbym się z nich naigrywał - sorry. To piękne, że ludzie piszą.
Prowadzi te - darmowe! - zajęcia młoda kobieta z Krakowa, Magda Ruta. Fejsbuk mówi, że po antropologii kulturowej, cokolwiek to znaczy. Jest niewielka, ma fajną kieckę i mówi dość chaotycznie. Ale mówi ciekawie.
Magda zadała kilka ćwiczeń. Pisać trzeba szybko, co jest świetną zabawą. Dla niektórych to wielkie zaskoczenie. Jak to? Mam teraz napisać? Zaraz? Tutaj? W gromadzie? Szok. Nic dziwnego, do tej pory hołubili te swoje skrobanie jak święty sekret, a teraz mają się prostytuować publicznie? W życiu! Mam nadzieję, że im to przejdzie. Pisanie to umiejętność, jak każda inna. Jak jazda na rowerze. Da się wyuczyć.
A więc zaczynajmy. Pierwsze zadanie - napisz podanie o wymarzoną pracę. Ależ proszę bardzo:

Mistrzu, to dobra, zadbana dusza. Gdy byłem dzieckiem, woziłem ją na rowerku. Gdy podrosłem, zabierałem w góry, żeby karmiła się pięknymi widokami. Pozwalałem głaskać ją dłoniom czułych kobiet. Mistrzu, specjalnie dla niej zgłębiłem Biblię, buddyzm zen i teorię strun. To dobra dusza. Weź ją.
Co oczekuję w zamian? Niewiele. Milion pierwszego nakładu. I dodruki...


c.d.n.