czwartek, 19 czerwca 2014

Dobra dusza

W moim życiu przełom. Po wydaniu pięciu powieści, znalezieniu się w kilku leksykonach współczesnych pisarzy, po opublikowaniu tysięcy materiałów dziennikarskich, postanowiłem wziąć się za siebie.
Zapisałem się na kurs pisania.
Tak! Tym bardziej, że za darmo. I na mojej ulicy! O, tu:
Paca 40. To ciekawe miejsce. Miejsce integracji sąsiedzkiej. Model przeniesiony z przedmieść Manchesteru. Więcej tutaj: klik.
Ale po kolei.

Przyszło ze dwadzieścia osób. Większość kobiet.  I tak zasiadłem między babciami, które piszą bajki dla wnucząt, między sfrustrowanymi redaktorkami prasowymi, które szukają nowego otwarcia i młodzieńcami, którzy tworzą postapokaliptyczne opowiadania na konkursy. Jeżeli brzmi to, jakbym się z nich naigrywał - sorry. To piękne, że ludzie piszą.
Prowadzi te - darmowe! - zajęcia młoda kobieta z Krakowa, Magda Ruta. Fejsbuk mówi, że po antropologii kulturowej, cokolwiek to znaczy. Jest niewielka, ma fajną kieckę i mówi dość chaotycznie. Ale mówi ciekawie.
Magda zadała kilka ćwiczeń. Pisać trzeba szybko, co jest świetną zabawą. Dla niektórych to wielkie zaskoczenie. Jak to? Mam teraz napisać? Zaraz? Tutaj? W gromadzie? Szok. Nic dziwnego, do tej pory hołubili te swoje skrobanie jak święty sekret, a teraz mają się prostytuować publicznie? W życiu! Mam nadzieję, że im to przejdzie. Pisanie to umiejętność, jak każda inna. Jak jazda na rowerze. Da się wyuczyć.
A więc zaczynajmy. Pierwsze zadanie - napisz podanie o wymarzoną pracę. Ależ proszę bardzo:

Mistrzu, to dobra, zadbana dusza. Gdy byłem dzieckiem, woziłem ją na rowerku. Gdy podrosłem, zabierałem w góry, żeby karmiła się pięknymi widokami. Pozwalałem głaskać ją dłoniom czułych kobiet. Mistrzu, specjalnie dla niej zgłębiłem Biblię, buddyzm zen i teorię strun. To dobra dusza. Weź ją.
Co oczekuję w zamian? Niewiele. Milion pierwszego nakładu. I dodruki...


c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz