środa, 10 września 2014

Krowożercy

Nie wiem, jak wy, ale ja jadam tylko te zwierzęta, które sam zabiję. A że rzadko to robię, więc raczej kasza i marchewka. Więc, jaka radość, gdy mogłem wciągnąć Krowę! A na truchło bydlęcia trafiłem maszerując Hożą. 

Krowarzywa, Hoża 42.
Szukałem chodnika, gdzie mógłbym sfotografować okładkę swojej książki. Przyciągnęły mnie różowe trzewiki:

O książce czytaj: tutaj.

Podnoszę głowę, a dziewczyna zajada w najlepsze burgera. Co to za miejsce? Krowarzywa. Czyli  buły z warzywami, kotletami z kaszy jaglanej, soczewicy i takich tam. 100 procent vegan - głosi napis kredą na tablicy. W malutkim pomieszczeniu sporo ludzi, czekają z ponumerowanymi kartkami na swoją kolej. Za ladą dziewczyny ubrane na czarno, rude włosy, tatuaże i kolczyki. Nastrój hipsterski, klienci pewnie wieczorami wysiadują na pl. Zbawiciela. I pewnie to nie ci, którzy palą tęczę.



Kupiłem bułę, dałem 13,5 zł. Czy to dużo? Veganburger był smaczny i sycący. Jadłem go i myślałem o nazwie lokalu. Krowarzywa - czyli gdzieś tam, dzięki moim wyborom jakaś krowa hasa sobie cała i zdrowa. Dobre i to. Smacznego!



Gdy opuszczałem lokal, zobaczyłem na ścianie tablicę. Mieszkał tu Antoni Grabowski, człowiek ogarnięty ideą połączenie ludzkości za pomocą języka Esperanto. Pasuje do miejsca, gdzie w praktyce stosuje się ideę połączenia wszystkich żywych istot. Szanuję twoje istnienie, więc poskramiam ochotę na twoje mięso. Chcielibyście, żeby ktoś jadł wasze dzieci? To dlaczego jecie cielęcinę?...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz