sobota, 27 września 2014

Poeci zabójcy

Życie jest jak deszcz meteorytów. Nigdy nie wiesz, co cię trafi. Ja dziś przeżyłem szok poetycki. Na placyku dla dzieci. A myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy.
Poszedłem z Mikołajem na super skwer na Grochowie. To fajne miejsce dla dzieci, dorośli mają ławki i trochę zieleni. Zawsze jak tam jestem, błogosławię śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo za jego prezydentowania Warszawie dziki skwer, gdzie królowali menele, zamieniono na świetny park dla grochowian. Ale oczywiście Lechu nie byłby sobą, gdyby nie wtrynił w to wojennej martyrologii. I nazwał skwer Parkiem Obwodu Pragi Armii Krajowej. Dziś trafiliśmy tam na odsłonięcie tablicy pamiątkowej:


Było wojsko, harcerze i burmistrz. Był hymn i wojskowa trąbka. Była pani porucznik, która wspominała, jak ona i jej równie młodzi koledzy chętnie szli na śmierć. Wzruszające to było oczywiście. Ludzkie próby ogarnięcia potworności cierpienia zawsze mnie poruszają. Choć to pałowanie się powstaniem, jak i każdą inną wojną, uważam za niestosowne. W tym tysiącleciu na polskich drogach zginęło ponad pięćdziesiąt tysięcy osób. Dlaczego im nikt nie stawia pomników? Bo nie umieli strzelać?

I właśnie dlatego piszę. Podczas przemówieniu pod tablicą usłyszałem, że któryś z dowódców powstania w czasie walk ogłosił... konkurs poetycki! Tak, oczy Was nie zwodzą, powstańcy w chwilach wolnych od pełzania w kanałach mogli skrobnąć powstańczą rymowankę. Kto wygrał i czym wygrał nieważne. Ważne jaka była nagroda. Jaka? No - zgadujcie... KARABIN MASZYNOWY!
Noż, kurwa mać! Gdyby poezję zawsze traktowano tak poważnie, pierwszy zostałbym poetą!


A to zdjęcie kojarzy mi się z patriotyzmem. Po prostu. Zgrabna pupa opasana flagą. Taką Polskę kocham...

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz