sobota, 25 października 2014

Marycha jest dobra na wszystko!

Ta biografia zaczyna się, jak film Komasy. Powstanie Warszawskie, w budynek uderza bomba. Mały Krzyś wbiega do bramy i widzi rozrzucone kawałki ludzkiego mięsa. Jest głodny, woła do mamy: "Mięso, mięso". Rwie się, żeby jeść. Potem jest coraz weselej.


Fot. Wielka Litera
Jest wesoło, bo pan Krzysztof ma taką werwę, że samego Wojewódzkiego przegada. Oglądałem program, to wiem. Wielki ów aktor obrał sobie na życie strategię rozśmieszacza. Życie miał długie, bogate w przygody i trudy. Co bolesne, zapomniał. W końcu jak jest się żydowskim dzieckiem, które przetrwało wojnę i pogrom kielecki, jest dużo do niepamiętania. Lepiej zasłonić się zgrabnym bon motem, których w Takiej zabawnej historii pełno. Cierpienie zamienić na dowcip. Ja to rozumiem. Ja to popieram. Gdy umysł człowieka spotyka się z bólem zbyt wielkim, wypiera. I wtedy z życia pozostają zabawne anegdoty, jak ta, w której pan Krzysztof zapalił marychę, co mu ją Magda Dygat z Amsterdamu przywiozła. Zapalił i chciał siku zrobić. Ale jak wyszedł do przedpokoju, przepaść wielka mu się pod nogami otworzyła, ani kroku dalej. Wrócił więc do pokoju i skarży się Andrzejowi Dudzińskiemu, mężowi Magdy, że dziura wielka za drzwiami. A on musi. Andrzej się śmieje i radzi: "Wiesz co, lej w tę przepaść!". I jak pan Krzysztof usłyszał, tak zrobił...

Po co ludzie opowiadają swoje życie? Czy dlatego, jak wszędzie ostatnio rozpowiada Olga Tokarczuk, chwaląc się swoją nową powieścią - bo życie niezapisane umyka? Nie wiem. Ale wiem, że gdybym miał taka biografię, jak pan Krzysztof, paplałbym o niej do upadu. Bo to wielki aktor jest. I nie myślę, o tym, że wygląda, jak czołg. Myślę o tym, że zagrał w paru kultowych filmach. W Misiu na ten przykład. Albo Brunecie wieczorową porą. A szczególnie kocham go za danie kulturze polskiej tego chama i prymitywa, pana Sułka. Radiowy duet z Martą Lipińską, Kocham pana, panie Sułku wnosił smugę światła w mroczne lata mego dzieciństwa. 
Więc daruję mu, że o swoich romansach i żonach ledwie się zająknął. Wierzę mu, gdy mówi, że młodsza o trzydzieści jeden lat żona i młodsza o sześćdziesiąt trzy lata córka to największy dar jego życia. Ostatnia szansa, której nie chce spieprzyć. Patrząc z perspektywy takiej, że jego ojca zabili Sowieci, dziadkowie zginęli w obozie koncentracyjnym, a on przeżył i tyle osiągnął, jest wielkim szczęściarzem. Tak. Jest. Ale wiecie, co wam powiem? Każdy z nas, żyjących, jest. I mam nadzieję, że odpowiecie mi, jak ten nieznośny gbur, pan Sułek: "Cicho, wiem!".

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!


6 komentarzy:

  1. hm myślę że to kolejna pozycja na zimowe długie wieczory po którą sięgnę....po takiej recenzji na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Romku, Romanie, a nie przyszło Ci kiedyś do głowy, żeby być prawdziwą pisarką, ale taką z Polski? http://ksiazki.onet.pl/olga-tokarczuk-przepisujemy-historie-na-nowo/xkye5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzy, skoro Ty pofatygowałeś się, aby przeczytać mojego skromnego bloga, więcej marzeń nie mam! :)

      Usuń
  3. "Kocham pana,panie Sułku" niezapomniana lekcja śmiechu. Przeczytam, warto, bo Krzysztof Kowalewski "wielkim aktorem jest".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czytać Twoje wpisy dlatego nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Zapraszam do zabawy :)

      Usuń