środa, 8 października 2014

Cud dziewicy!

Jaka szkoda! Karpowicz za "Ości" dostał tylko Nike czytelników. Całą kasę zgarnął nikomu nie znany grafoman Modzelewski. No, przepraszam bardzo, co to za tytuł: "Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca"? Czysta grafomania!...



No, trudno. Ale za rok sprawiedliwość zatriumfuje. Bo za rok Nike wygra "Cud". Więc biegnijcie do księgarń, żeby już dziś przeczytać dzieło. A komu kasy szkoda, to mu streszczę. "Cud" leci tak:

Za górami, za lasami żyła sobie piękna królewna Klinga. Cud dziewica, za którą szalało okoliczne rycerstwo. Niestety, zły czarownik zamknął ją w wieży i postawił na straży okropnego smoka. Kto potwora zwycięży i królewnę uwolni, ten zyska prawo do jej ręki. I konta. Dużo chętnych się zjechało w zbrojach błyszczących z kopiami długimi. Na próżno. Smok potworny ogniem rzygał i odganiał absztyfikantów. A tam na górze w wysokiej wieży biedna Klinga marniała nieruszana.

Lecz w królestwie żył dzielny Kopciuszek, najmłodszy z trzech braci. Bracia byli źli i wciąż posyłali Kopciuszka po wódę do Baby Jagi. Któregoś dnia Kopciuszek zabłądził w krzakach i usłyszał taką rozmowę:
- Głupie te rycerze - mówił pierwszy skrzat. - Smoka się boją, a przecież jest na niego sposób.
- Jaki? - dopytywał drugi skrzat.
- Trzeba zdjąć buty i na bosaka przejść koło jamy potwora. Smok jest trochę przygłuchy, nie usłyszy. A rycerze w swoich zbrojach hałas robią okropny i dlatego zmykać muszą w podskokach.

Ucieszył się bardzo Kopciuszek. Rzucił do rowu butlę samogonu, co ją dla braci dźwigał i  pognał na wysoką górę, dziewicę uwalniać. Gdy do jamy smoka dotarł, trzewiki zdjął i na paluszkach obok smyrgnął. "Udało się!", zawołał w duchu bezgłośnie, żeby gada nie budzić. Już jest pod wieżą, zasuwę otwiera, samotną Klingę uwalnia. Piękna jest dziewica, włosy blond do pasa, piersi, jak dwa jagnięta białe, puszyste. Przypadają do siebie szczęśliwi. Obejmuje Kopciuszka królewna, do łona przyciska.
- Mój ty będziesz - mówi królewna. - Wreszcie się doczekałam.

Kopciuszek nie protestuje. Może by i stanął okoniem, ale boi się dziewicę urazić, jeszcze się rozmyśli i numeru konta odmówi? Więc stoi jak słup, gdy ona przyciska go coraz mocniej. I całuje, jakby skórę chciała zedrzeć. I nagle rzecz straszna się dzieje. Piękne oblicze Klingi odmienia się, paszcza, jak u bazyliszka, kły w niej, jak obcęgi. Nachyla się potworzyca nad szyją biednego chłopca i zaciska szczenę, jak kopara.

Oddałby ducha biedny Kopciuszek w pułapkę strzygi zwabiony! Na szczęście z lasu smok obudzony wypełzł i pacnął królewnę ogonem. Oderwała się od nieszczęsnego chłopca i o mur wieży walnęła. Leży teraz nieprzytomna na ziemi, a Kopciuszek krwawi.
- Oj, ty głupolu - warczy smok i Klingę na powrót w wieży zamyka. - Zaraz się tobą zajmę.

Zaprowadził smok Kopciuszka do jamy, ranę opatrzył, nakarmił i przyhołubił. Nie wrócił już Kopciuch do złych braci. O, nie. Ze smokiem zżył się bardzo, zwłaszcza, gdy okazało się, że to królewicz zaklęty, który nocami do ludzkiej swej postaci wraca. Od tej pory za dnia pilnowali Klingi, odganiając naiwniaków, którzy szli do niej jak do miodu. A nocami... no, cóż to bajka, nie będziemy gorszyć maluczkich.

I żyli by sobie cudownie, gdyby nie wirus, co do krwi Kopciuszka się dostał. Którejś nocy Kopciuch zagryzł smoka i do lasu uciekł.

Tak, tak. Związki konkubenckie to żaden cud...

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz