sobota, 15 listopada 2014

Ebook z Wami!

Jestem pisarzem rozbitkiem. Mój okręt utonął, a ja przemierzam bezmiary oceanu na tratwie. Albo bez metafor - moje wydawnictwo padło, a ja wrzuciłem do sieci ebooka!
Nad ta cholerną powieścią wisi jakieś fatum. Całe życie chciałem napisać dalszy ciąg Lalki Prusa, a gdy w końcu mi się udało, muszę zmagać się z naszą polską niemożnością. Wydawanie papierowej wersji szło jak po grudzie. A gdy już książka się ukazała i zaczęła nawet nieźle sobie radzić - wydawnictwo padło. I co? Mam szukać kolejnego? Ale jak wydać książkę, która jeszcze jest na rynku? Znacie taki sposób? Ja znalazłem: selfpublishing!

Moi Drodzy - jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem! Nie straszne mi wichry i burze. Sam siebie wydaję. Wydaję siebie sobie. I Wam! Czyż to nie cudowne? Czyż to nie wspaniałe? Ta wolność! Niezależność. Dość wystawania w przedpokojach wydawców! Dość!

Wiem, że na tych wodach grasują piraci. I to jest straszne. I to jest ponure. Z każdej strony grozi atak. I nie ma jak się przed nim bronić. Prawo autorskie? Własność? Kpiny. Abordaż, gwałt i zysk! Ale papierowa książka też przed tym nie strzeże. Od dawna w sieci krążą pdf-y Córki. Więc nie mam nic do stracenie. Wypływam śmiało. Po drugie życie mojej Córki Wokulskiego. A piratów niech wybije zaraza!

Czuję się wyjątkowo. Czuję się podniośle. Jeżeli na czymś rzeczywiście zależy mi w życiu, to na pisaniu. Na składaniu liter w zdania, zdań w opowieści. Bo jakiś cel w życiu warto mieć. Ja mam taki.

A Wy - jeżeli lubicie powieści sensacyjne z garścią seksu i humoru - czeka na Was ebook. Jeżeli macie ukochany czytnik - mam dla Was ebook. Jeżeli w ogóle jeszcze chcecie czytać polską literaturę - Ebook z Wami!...

PS Jeżeli chcesz przeczytać więcej o tym dlaczego napisałem Córkę Wokulskiego, zajrzyj tutaj:
Himalaje
Wokulski reaktywacja





piątek, 14 listopada 2014

Chcesz pisać? Emocje, głupcze!


Trzymajcie się mocno, bo zaraz zdradzę wam największą tajemnicę prozy. To rzecz genialna w swej prostocie. I może dlatego kompletnie zapomniana! Zatem słuchajcie...



U licha! Już przeszło 40 lat mówię prozą, nic o tym nie wiedząc! - wrzasnął bohater sztuki Moliera Mieszczanin szlachcicem, na wieść, że to co wydostaje się z jego ust ma swoją konwencję. Otóż i ja w jego wieku przeżyłem podobne olśnienie, zająwszy się na serio teorią pisania powieści. Wcześniej zdążyłem wydać cztery książki, zanim zrozumiałem o co chodzi. A chodzi - biega! - oczywiście o emocje. Emocje to paliwo. Dla wszystkich. Dla piszących i dla czytających. Cztelnicy sięgają po książkę z ochoty na przeżycia. Chcą się cieszyć, bać, ekscytować. Pragną pławić się w ożywczym deszczu uczuć. Więcej o tym pisałem w odcinku: Chcesz pisać? Bój się Boga!... i na pewno nie raz będę do tego wracał. Ale źródło emocji wypływa wcześniej. Bije w samym sercu opowieści. I tu zbliżamy się do pierwszej zasady pisma. Zasady fundamentalnej, jak Biblia. Pamiętaj:

Nie opowiadasz historii zdarzeń

Ależ! - zakrzyknie każda pisarka i wszyscy pisarze razem - Jak to? Przecież dlatego sięgamy po pióro, długopis, laptop! Żeby z wnętrza swego wyszarpać opowieść, co nas dręczy, mami, dusi. Historią żyjemy! Historii chcemy dać świadectwo!
Ależ oczywiście. Opowiadanie to miąższ prozy. Tyle, że zastanówmy się, co opowiadamy? Zdarzenie? Kobieta wręcza mężczyźnie kwiaty? Kat ostrzy topór? Sputnik okrąża ziemię? Czyżby najważniejszy był opis materii? Przemieszczanie się skupiska atomów? Nie, nie i jeszcze raz nie!

Opowiadasz, jak bohater reaguje na zdarzenia, które go spotykają!

I to cała tajemnica.
Zaraz, chwileczkę, tylko tyle? Jaja sobie robisz? Może. Ale pomyśl o konsekwencjach. Jeżeli skupiam się na bohaterze, na jego reakcjach, napędzam największe koło zamachowe prozy. Świat działa na bohatera, podrażniony bohater oddziałuje na świat. Świat odpowiada na czyny (lub ich brak) bohatera, a on z kolei reaguje na działanie świata. I tak od pierwszej strony do ostatniej. A cały czas blisko uczuć bohatera. Albo bohaterki. Powtórzę jeszcze raz. Nie ważne, co opowiadamy, ale jak reaguje bohater. Człowiek. Piszmy o człowieku. Jego nie spuszczajmy z oczu. Bóg stworzył świat? Nieważne. Ważne, czy Ewę to cieszy czy nudzi. A jeżeli umiera z nudów - to co zrobi? Kupi sobie iPhone'a czy prześpi się z wężem? Od tego zależą losy świata! Czy czujecie powagę waszego wyboru? Gdy trzymacie się fundamentalnej zasady, tworzycie opowieść, która przykuwa czytelniczkę złotym łańcuchem pożądania. Czytelnika też.

Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie chodzi o zapisywanie stron duchowymi rozterkami postaci. Nie chodzi o mnożenie przymiotników. Chodzi o to, żeby bohaterka działała. Żeby bohater reagował. Bo wtedy akcja się posuwa. Bo wtedy tworzymy magię opowieści. Bo wtedy mamy szansę na spełnienie misji prozy. Na przemianę bohatera. I czytelników.

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!


Poprzednie odcinki:

Odcinek 1
Dlaczego czytelniczka czyta?


Odcinek 2
Dlaczego nie możesz pisać?

  Odcinek 4
        Frustracja drugie imię pisarza   
http://romanpraszynski.blogspot.com/2014/12/chcesz-pisac-pokochaj-frustracje.html

Odcinek 5
Tajna broń pisarza. I pisarki!

Odcinek 6
Bohater poszukuje celu


poniedziałek, 10 listopada 2014

Kotek kardynała Richelieu!

Czy Aleksander Dumas przewraca się w grobie? Czy zaciera łapki z uciechy? Być może szalona gra czterech wariatów z Montowni (i jednej damy) jest dziś jedynym sposobem na obcowanie z klasyką!

Rafał Rutkowski na Adamie Krawczuku
fot. Bartosz Siedlik
Teatr Powszechny
Niedawno uciekłem z teatru, w którym wystawiano Szekspira. Nie dałem rady, zbyt klasycznie tę klasykę podawano. A Teatr Montownia robi z Trzema Muszkieterami to, co lubię. Miażdży, miesza i podaje po swojemu. Czyli leci farsą. Postaci są szyte tak grubo, jak fastryga Frankensteina. Ale za to zabawa murowana!

Kultowa powieść papieża popowej literatury przerobiona na komiks. Panowie (i jedna dama) grają w tak zawrotnym tempie, a jednocześnie finezyjnie i przekonująco, że zapominamy o dokonującej się na naszych oczach kulturowej masakrze. I nagle XIX wieczna ramota, kalka kalek, rzecz zgrana, jak sumienie szulera, zyskuje nowe życie. Tekst oczywiście przerobiony na współczesne ucho. A od puszczania oka do widza tworzy się na scenie wiatr. Adam Krawczuk, Marcin Perchuć, Rafał Rutkowski, Maciej Wierzbicki i Monika Fronczek to prawdziwe szpady polskiego teatru. Bez nich kardynał Richelieu więziłby nas bezlitosną nudą. A tak zabawia, przybierając postać niezrównanego Rafała Rutkowskiego z kotkiem o imieniu Sarkozy!

Ludwik XIII z pieskiem de Gaulle'em i kardynał Richelieu z kotkiem Sarkozym!

Można to lubić. Można nie lubić. Ale propozycja jest konkretna i ostra jak meksykańskie kaktusy. Panowie (i jedna dama) znaleźli sposób na reaktywowanie klasyki. Lepsze to, niż wbijanie osikowego kołka w trupa Szekspira! Poszedłem na spektakl Montowni w poszukiwaniu bratniej duszy. Bo ja też cierpię na syndrom Neo z Matrixa. Jak sobie czegoś nie reaktywuję, nie zasnę. Na przykład napisałem Biblię od nowa. Taką Biblię 2.0. Nosi tytuł Córki Lota. Wydałem to dawno, Ziemia od tamtego czasy wiele razy okrążyła Słońce. Ale niedawno napisałem też kontynuacje Lalki Bolesława Prusa. Wokulski reaktywacja!
ebook na virtualo.pl

Gdy pisałem Córkę Wokulskiego, codziennie powtarzałem sobie jedenaste przykazanie: Nie nudź! Czy mi się udało? Nie mi osądzać. Ale po reakcjach ludzi wiem jedno: klasyka może być żywa. Jak ją odpowiednio przyrządzić. Wstrząśnięta, niezmieszana bije w dekiel!

PS. Panowie z Montowni (i jedna dama) szykują przeróbkę kolejnego pogrobowca literatury, naszego ukochanego Sienkiewicza! Quo vadis! Warszawska premiera (w Krakowie startują wcześniej) pod koniec grudnia w Teatrze Powszechnym. Już ostrzę sobie zęby!