poniedziałek, 29 grudnia 2014

Pożar w burdelu!

Oni są pojebani! Mutanci, hipsterzy i terapeuci! Dla nich nie ma nic świętego. Ani Matka Boska, ani Powstanie Warszawskie, ani nawet druga nitka metra! Szanowni Państwo - Pożar w burdelu!


Betty Q w  Pożarze  w burdelu,
fot. Honorata Karapuda
Pożar w burdelu! Pożar w burdelu! Jak mogłem żyć, nie znając tej wspaniałej, warszawskiej grupy. Ale poszedłem do Teatru WARSawy na ich nowy program Burdelszopka... i już zostałem! Tak, chcę, żeby mnie adoptowali. Mamo i tato żegnajcie. Mam nową rodzinę. W burdelu!



Nie opowiem tego, co się działo na scenie. Ludzkie słowa tego nie opiszą. Tam trzeba być, żeby doznać, poczuć i wypluć jelita ze śmiechu! Na scenie tajfun. Gag za gagiem, piosenka za piosenką. Energia taka, że mogliby oświetlić pół miasta. Są zabawni, są inteligentni i są wzruszający. Są też wulgarni. Bardzo wulgarni. I to jest piękne! A do tego mają niezwykły zmysł komentowanie polskiej oszalałej rzeczywistości. Song o Pendolino to przerażająca, śmieszna i wstrząsająca scena. A do tego Karpołaki (mutanty świątecznych karpi!), które zrobią w Warszawie rewolucję. I Matka Boska, która nie chce być kojarzona z Częstochową, bo jest zwykłą dziewczyną z Nazaretu! Szanowni Państwo, zamilknę, bo to na nic. Słów brak!


Za cały ten burdel odpowiadają Maciej Łubieński i Michał Walczak. Pierwszy to dziennikarz i varsavianista, drugi dramaturg, który porzucił teatr dla szaleństwa kabaretu. Piszą teksty, Walczak reżyseruje. Ale na scenie króluje Andrzej Konopka. Burdel Tata. Aktor, który wciela się w tę rolę ma siłę Orient Expresu. Jego energia napędza całe wydarzenie. Cudowny jest Oskar Hamerski, jako terapeuta. Tutaj jego wyczyny: Na trzy. Agnieszka Przepiórska, jako samotna matka - niezapomniana. Betty Q jako bezwstydna bogini uwodząca nagim ciałem. Olśniewająca. I wiele, wielu innych!



W tym jest prawdziwe życie. Opowiadają o świecie językiem, który do mnie trafia. Trafia do wielu ludzi. Hipsterów, intelektualistów starszej daty (siedziałem koło profesra Bralczyka!), słoików i warszawiaków. O bilety naprawdę trudno. Jeżeli gdzieś udało się przemówić naszym językiem o naszym świecie - to właśnie w burdelu! Dla mnie odkrycie stulecia!
A więc nie zwlekajcie, pędźcie do burdelu, jak do pożaru!



Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!

piątek, 19 grudnia 2014

Czytam Córkę Wokulskiego! Fragment II

A więc doszło i do tego! Izabela Łęcka międzynarodową oszustką. Żyje z wyciągania złota od bogaczy. Ale jak? Ma swój tajemny sposób. Tym razem w jej łapach Buturlin, oberpolicmajster Warszawy, nieślubny syn cara...



 Zobacz też:

Córka Wokulskiego to dalszy ciąg Lalki Bolesław Prusa. Pomysł sam w sobie kontrowersyjny. Realizacja pełna prowokacji. Także erotycznych. Czy Wokulski ma szansę na drugie życie? I z kim ma tę córkę?...

Na ciekawych czeka ebook:
https://www.e-bookowo.pl/self-publishing/corka-wokulskiego.html
Ceny aż lśnią od promocji:

czwartek, 18 grudnia 2014

Cipy i qtasy są cool!

Kupiłem Wspomnienia bitniczki, żeby zobaczyć, jak o seksie pisze kobieta. I dostałem porządną nauczkę. Ostrą, soczystą, jędrną. Diane di Prima rżnie słowami jak napalony drwal!

Diane di Prima, poetka, bitniczka, rocznik 1934
http://hastadondellegalavoz.blogspot.com

Ruch bitników - amerykańskich rewolucjonistów w łóżku i poezji - był do tej pory męską zabawką. Słynni bitnicy: Allen Ginsberg, Jack Kerouac, William Burroughs - sami faceci. Diane di Prima żyła równie straceńczo jak oni. I równie szalała w języku. Ale w Polsce nikt o niej nie słyszał. Do tej pory. Łódzka officyna odkryła ją dla nas:


Ta książka uderza do głowy jak szklanka burbona. Seks to mało. Di Prima czaruje młodością. I jeszcze czymś - co równie pożądane - wolnością. Opisuje wspaniałe stado dzieciaków, które wyrwały się amerykańskiemu systemowi lat pięćdziesiątych zeszłego wieku - i żyją jak stado małp w dżungli Nowego Jorku. Chodzą w levisach i kraciastych koszulach robotników. Nie pracują, biedują, mieszkają na kupie w wynajętych za grosze mieszkaniach. Żywią się fasolą, ryżem i tanią kawą. Żyją sztuką, przesiadują w bibliotekach  muzeach, piszą wiersze, słuchają jazzu. Palą dobrą, meksykańską trawę i pieprzą się na potęgę. Jezu, jak ja bym też tak chciał! 

Bo dla mnie lektura wspomnień  bitniczki to jak wycieczka do raju. Raju, w którym nie ma etatów, kredytów, obowiązków rodzinnych i znużenia powtarzalnością egzystencji. Nie ma też starości, za to jest nieustanna erekcja, piękne młode ciała i jeszcze więcej pięknych, młodych ciał! Diane di Prima ma osiemnaście lat, ciężkie piersi i utalentowaną waginę. Pożąda mężczyzn i potrafi się kochać. I umie o tym pisać. Pisze tak, jak żyje. Prosto, pięknie, dosadnie. Pod jej piórem (maszyną do pisania?) wszystkie cipy i kutasy nabierają słodyczy poezji. I nagle żywy, fizjologiczny opis pierdolenia w dupę na brudnym linoleum w kuchni urasta do przeżycia metafizycznego. Albo taki kawałek:

Trzymałam go w pasie, kiedy się spuszczał, czułam, jak wygina plecy, czułam przebiegający pod nim prąd, trzymając głowę między silnymi, porośniętymi złotymi włosami udami, które mocno zaciskał. Słyszałam jego krew - lub moją własną - eksplodującą w uszach i wiedziałam, że nasienie, które łykam, jest sakramentem - świętą, bezkresną esencją, napędzającą gwiazdy.

Oczywiście, ten raj ma swoje demony. Bitnicy nie wzięli się znikąd. Byli dziećmi, które dorastały na gruzach II wojny światowej. Nie wzięli w niej udziału, ale cała potworność zła osiadła na nich jak popiół po atomowym wybuchu. Ich negacja amerykańskiego świata, pogoni za pieniędzmi, purytańskiej moralności była buntem skrzywdzonych sierot. A kompulsywny seks sposobem na cichą rozpacz. Wstydzili się słabości, gra, w która z upodobaniem grali nosiła nazwę cool. Żadnych uczuć oprócz spazmów orgazmu. Byli straceńcami, buntownikami i uwielbiali zbiorowe orgie. Jedną z nich, z udziałem guru bitników - Allena  Ginsberga (którego ruchał pewien nowojorski tancerz) i Jacka Kerouaca, który jebał Dianę - opisała bitniczka. I tak rodzą się mity!

 SEKS KOBIECY?

Jak już przyznałem, kupiłem Wspomnienia w celach poznawczych. Ponieważ sam dużo piszę o seksie - zobacz moją powieść Córka Wokulskiego - a w seksie tym biorą udział kobiety, więc ciekaw jestem, jak sprawa wygląda z ich strony. Chciałbym wiedzieć, co piszę. I Diane di Prima udzieliła mi lekcji. Przekonałem się, że pod jej piórem opis seksu z pozycji kobiety nie różni się od mojego (zakładam, że mój jest męski) - też jest gwałtowną emanacją siły życiowej. Bywa gwałtownym wybuchem, który kończy się krzykiem, wyciem, płaczem. Człowiek pokazuje swoją pierwotną, zwierzęcą stronę. A "brzydkie" słowa opisujące genitalia i ruchy frykcyjne doskonale się sprawdzają. Więc czytałem Wspomnienia pełen radochy, że odkryłem sekret. Kobiety też lubią się pierdolić i robią to w tym samym języku, co my, faceci. Uff, jaka ulga. Mogę folgować swoim językowym chuciom i będę zrozumiały dla obu płci.

Moja radość trwała do posłowia. Tam poznałem kulisy powstanie tej prozy. Otóż di Prima pisała swoje erotyczne wspominki dla francuskiego wydawcy, Maurice'a Girodiasa. Tego samego, który wydał Lolitę Nabokova czy Nagi lunch Burroughsa. Pisała dla pieniędzy, żeby utrzymać przy życiu komunę, z którą mieszkała w Los Angeles. Wydawca odsyłał jej maszynopis z adnotacją: więcej seksu! Więc wołała członków komuny i w ubraniach próbowali akrobatyczne pozycje. A potem Diane dopisywała te fikołki do tekstu. Zatem dupa blada. Nigdy już nie dowiem się, czy mam do czynienia z wyznaniem emancypantki, językiem feminizmu, czy z kupczeniem bitnickim body language za  francuskie franki? Czy to autentyczny język wyzwolonej kobiety, czy tekścik skrojony na potrzeby pornograficznego wydawcy? Cóż, dalej muszę błądzić po omacku wśród nieopisanego przez kobiety gąszczu cip i kutasów...


sobota, 13 grudnia 2014

Duchy rządzą!

Wyobraź sobie, że leżysz w grobie, zasypana ziemią. Nie możesz się ruszyć. Oddychasz tylko przez plastykową rurkę. Koszmar? O nie, znacznie gorzej! A on to przeżył - naprawdę!



Niezwykła książka. Przede wszystkim ze względu na temat. Przemek Kossakowski to bezrobotny pan od malunków, który został gwiazdą telewizji. Wymyślił program Szósty zmysł i został jego prowadzącym. Razem z ekipą telewizyjną odwiedził większość szamanów, uzdrowicieli i szeptunek w tej części Europy. I dzielnie poddał się ich zabiegom.  Był egzorcyzmowany (on, jak również jego służbowy samochód!), okadzany, leczony moczem, pijawkami i nożem, którym w więzieniu zabito człowieka. Nakładano na niego ręce, kierowano do światła, modlono się nad nim. A na sam koniec został zakopany. Żywcem.

Przeżył to. A w dodatku opisał. Ciekawie, zajmująco, świetnie. I tu węszę podstęp. Ta książka jest za dobra. Jest tak dobra, że rodzi się zasadne, choć cyniczne bez miary pytanie - kto mu to napisał?!... No bo jak to? Jest bezrobotnym i sfrustrowanym panem od zajęć artystycznych, a zaraz ma swój program o duchach, kumpluje się z szamanami w Polsce i Rosji, a potem pisze o tym znakomitą książkę? Nie za dużo talentów jak na jednego bezrobotnego? Owszem, panowie z telewizji uwielbiają wydawać książki. Zresztą, to oni chyba teraz, dzięki swoim ryjom (sorry, tak nazywają celebrytów kotleciarze - czyli panowie, którzy robią im zdjęcia na ściankach - co to są ścianki nie podejmuję się tłumaczyć) utrzymują wydawnictwa. Ale ta książka - powtarzam to z naciskiem - jest napisana za dobrze. Odważę się na wyrażenie brawurowej opinii (pisząc językiem Krzysztofa Vargi, który ściąga od Pilcha, który ściąga od Gombrowicza - skąd ściągał Gombro, nie wiem), choć palce mi się ślizgają po klawiaturze, gdy ją wystukuję - że takiej frazy nie powstydziłby się sam Sławomir Mrożek. 

Tak, bo to świetna książka jest. Pan Przemek znakomicie posługuje się ironią, miesza języki, doskonale operuje napięciem. Więc co akapit to przewrotka. I nagle zwykły wyjazd na dokumentację programu ma nerw powieści sensacyjnej. A opis polskiego chłopstwa, a dokładniej jego przedstawiciela w osobie Siwego, co go pług przejechał, to absolutne mistrzostwo polskiej szkoły satyry. Po lekturze tego fragmentu po raz pierwszy pomyślałem, że Sławomir Mrożek, orbitujący gdzieś w kosmosie, zahaczył o ciało astralne pana Przemka. Nudziło się mistrzowi pośród ciemnej materii, więc ciach, wreinkarnował się na moment i słowa odpowiednie podsunął. Jedno, drugie i poszło! Pan Przemek książkę machnął, a mistrz zawinął anielskim skrzydłem i tyle go widzieli! Zatem na pytanie, kto mu to napisał, odpowiedź jest tyle prosta, co nieoczywista - duchy, panie, duchy jako żywo!

Ej, coś widzę, że nie dowierzacie mi, drogie czytelniczki. Ale dlaczego? Przecież pan Przemek dał się za życia pogrzebać przez rosyjskiego szamana i tylko rurka mu z grobu wystawała, przez którą oddychał z trudem, bo żebra przygniatał czarnoziem. Więc powiedzieć, że pan Przemek był jedną nogą w grobie, to nic nie powiedzieć, bo pan Przemek wlazł tam cały i jeszcze dał się owinąć folią i zasypać grudami. Więc pan Przemek był jakby na pół umarły, zatem duch pana Mrożka mógł go potraktować jak swego i uszczknąć mu coś ze swego talentu. Ja, żeby mieć taki talent, a zwłaszcza wszystkie związane z nim profity (depresji pisarza nie biorę!) dałbym się zakopać dwa razy!

ZAKOPANY 

Póki co, zakopałem swojego bohatera. W Córce Wokulskiego, niejaki Ludwik Stawski vel Ernest Walter (Tak, tak - zaginiony mąż niezapomnianej Heleny Stawskiej!) za sprawą okrutnego oberpolicmajstra Warszawy zostaje zakopany żywcem w trumnie. Dlaczego i co z tego wynika w sprawie zamachu na cara - wszystko stoi napisane w  ebooku!



Mnie też natchnął swym duchem Wielki Pisarz! Jechałem kiedyś ekspresem InterCity z Poznania do Warszawy - a nazywa się on nie inaczej, jak Bolesław Prus! - i usłyszałem wezwanie: Pisz, Romku, pisz... Wyprostuj ścieżki Stachowi... Czy to wiatr telepał oknem? Czy konduktor coś mruczał? A może śniłem coś nieświadomie? Któż to wie? W każdym razie dojechałem do Warszawy i wziąłem się za pisanie. I tak powstała Córka Wokulskiego - dalszy, sensacyjny i erotyczny, ciąg Lalki. Tak, tak, duchy istnieją. I rządzą...


czwartek, 11 grudnia 2014

Czytam Córkę Wokulskiego! Fragment I

Zapraszam na wyprawę w samo jądro ciemności. Upadły Wokulski spotyka brudnego anioła, Izabelę Łęcką. Od tej chwili rusza lawina wydarzeń. Zamach na cara i napad na pociąg pełen złota to nieliczne z nich...
Córka Wokulskiego to dalszy ciąg Lalki Bolesław Prusa. Pomysł sam w sobie kontrowersyjny. Realizacja pełna prowokacji. Także erotycznych. Czy Wokulski ma szansę na drugie życie? Czy znów ulegnie czarowi arystokratycznej lalki?...

Na ciekawych czeka ebook:
https://www.e-bookowo.pl/self-publishing/corka-wokulskiego.html
Ceny  aż lśnią od promocji:


czwartek, 4 grudnia 2014

Chcesz pisać? Pokochaj frustrację!

Jeżeli myślisz, że twoje biedzenie się nad literaturą przyniesie ci sławę, ciuchy od Chanel i miłość kobiet i/lub mężczyzn - mylisz się stukrotnie. Najprawdopodobniej pęknie Ci kręgosłup i stracisz przyjaciół!



Pisanie to pułapka na słonia, którą kopiesz pod sobą. Najpierw jest pięknie, te wszystkie marzenia, wzdychania do sztuki, wykwity wyobraźni. Umysł zajęty rojeniami o lepszych światach, wspaniałych przygodach i uczuciach gorących, jak jądro słońca. Leziesz w to, jak pijak do monopolowego i kończysz równie marnie. Gdy inni żyją, uprawiają seks, zarabiają pieniądze, albo po prostu mają wszystko gdzieś, ty piszesz.

Bo pisanie to sztuka uprawiana głównie pośladkami. Miliony znaków w laptopie to tysiące godzin wysiedzianych na krzesłach, fotelach, kanapach. Boli tyłek, rypie kręgosłup. Skolioza chorobą zawodową literatów. Jeżeli jesteś młoda, jeżeli dopiero zaczynasz, pewnie nie wierzysz w takie ględzenie. Ale posłuchaj, na co skarżą się zawodowcy. Poczytaj, co opowiada Olga Tokarczuk, która nad Księgami Jakubowymi siedziała sześć lat. Poczytaj wywiady z Sławomirem Koprem, który pisze kilka książek w rok. A każdy dzień przed laptopem zaczyna o czwartej rano. Bez kręgarza ani rusz.

Ale pal sześć bolące plecy. Zwyrodniały kręgosłup to najmniejsza tortura, jaką szykuje ci romans z literaturą. Bo pisanie to zaborczy kochanek. Chce, żebyś żył tylko dla niego. Powoli, jak rak, zajmuje ci umysł, pożera serce. Więc piszesz. Zamieniasz wypadki swego życia w słowa. Słuchasz zwierzeń ludzi i kombinujesz: "Muszę to wykorzystać!". Oni zawierzają ci swoją intymność, a ty przerabisz ich na pasztetową. Jesteś jak wielki tasiemiec uwieszony w jelicie świata - wysysasz, chłoniesz, wydalasz. "I cóż w tym złego?", zakrzykniesz pełen naiwności, niewinny, jak seks zakonnic. "Zycie to sztuka, sztuka to życie! Wszystko jest natchnieniem!". O tak - wołaj sobie wołaj - ale jeszcze nie wiesz, z jakim potworem masz do czynienia. Pochwyci cię mackami i ściągnie na samo dno. Samotności.

Bo jeżeli zostaniesz - co daj ci Boże - zawodowcem, będziesz pędzić życie mniszki, w samotności stukać w klawiaturę. Ludzi będziesz oglądać jedynie na fejsie. A i to niechętnie. Główni bohaterowie naszego życia literackiego nie cierpią portali społecznościowych. Janusz Głowacki w ogóle nie zbliża się do komputera. Dorota Masłowska kręci teledyski, więc jest na youtubie, ale nie znajdziesz tam nic o jej kotkach i porannych kawkach. Huelle, Tokarczuk i Gretkowska podobnie. Za to Michaśka Witkowska nadrabia za wszystkich i ma ze siedem profili na fejsie. Ale on akurat jest ikoną pisarskiej samotności. Wzorem porzucania ludzi. Pamiętaj, człowiek, który pisze, zapada się się w sobie. Pisarz w amoku myśli i gada tylko o pisaniu. Kto normalny to zniesie? Podobno tylko mąż Olgi Tokarczuk. Reszta jej przyjaciół umiera z nudów.

Janusza Głowackiego spotykam czasem w drodze do redakcji. Na ulicy - nomen omen - Prusa. Pisarz z obrzydzeniem wysłuchuje moich opowieści o żonie i dzieciach. Jako gigant literatury wie, że rodzina to najgorszy wróg pisarza. To kamień u szyi, który zatapia największe talenty. Jest grabarzem ambicji. Albo jesteś pisarzem, albo masz rodzinę. Dróg pośrednich nie ma. Więc samotność długodystansowca. I nie dajcie się zwieść złudzeniu, że kilka pisarek w Polsce ma mężów i dzieci. To fatamorgana. Związki się sypią, zneurotyzowane dzieci płaczą. Wygrywa ta dziwka literatura.

A jeżeli twoim losem - oj znam go znam, jak zły szeląg! - jest wieczne amatorstwo i pisanie w weekendy, nie myśl, że jesteś bezpieczna. Masz rodzinę, pracę i znajomych. Czujesz się pewnie. Nic ci nie grozi? O, naiwny! Ucz się na błędach innych. Pisałem Córkę Wokulskiego przez trzy lata. Wyprodukowałem tysiąc stron. A przy tym nie przerwałem pracy, wytrwale przerzucałem tony redakcyjnych tekstów; nie zrezygnowałem z roli męża i ojca małych dzieci, robiłem, co się dało. Co mogłem poświęcić? Wolny czas i życie towarzyskie. Więc poświęciłem. Skończyłem powieść i rozejrzałem się zdumiony po świecie. Jak to? Dlaczego nikt nie dzwoni? Dlaczego nikt nie zaprasza mnie na piwo i pogaduchy? Poczułem wokół siebie pustkę. Nic dziwnego, przez trzy lata nie było mnie w mieście.

Ale to nie wszystko. Najgorsze i tak przed tobą. Bycie pisarzem to nieustające zmaganie się z oceanem frustracji. Za opętanie pasją płacisz nie tylko samotnością i rwaniem kręgosłupa. Nieustanna frustracja to teraz twoje drugie imię. Najpierw piszesz, ale nie wychodzi tak, jak sobie pięknie wymarzyłaś. Więc zgrzyt i frustracja. Realne słowa nigdy cię nie zaspokoją. Ale to nie najgorsze. Okazuje się, że nie chcą cię wydać, więc złość i frustracja. Stoisz przed jaskinią empiku i ronisz łzy porzuconej królewny. Nikt cię nie chce. Za to, gdy w końcu cię wydadzą, przeżywasz krótki okres euforii. Nareszcie - świat leży u twych stóp! Spełniają się marzenia! Ale szybko z bólem spostrzegasz, że nie kupują, więc płacz i zgrzytanie zębów. I frustracja, jak jądra wieloryba. W tę profesję wpisane jest niespełnienie. Za pisanie w ogóle biorą się osobniki wadliwe, neurotyczne i niespełnione. A świat dodatkowo wali po nerach. Nie znam autorki, która by nie narzekała. Zawsze wydawcy złodzieje, czytelnicy kretyni, a polityka kulturalna beznadziejna. No może jedna Grochola ze swoimi czterema milionami sprzedanych książek ma powody do radochy, ale ona za to walczyła z rakiem i wciąż ma przechlapane z facetami. Nie znam autora, który nie skarżyłby się na swoją paskudną dolę. Zawsze nakłady za małe, a czytelnictwo pod psem. A nawet, jak Głowacki, ma jedno i drugie, to cierpi na depresję. I koło się zamyka. Fala frustracji zalewa gardło. Topi.

Więc zastanów się dobrze, czy chcesz się w to bawić? Naprawdę chcesz tracić czas na bezsensowną pisaninę, której nikt nie będzie czytać? Może warto zepsuć sobie życie w ciekawszy sposób? Co, już się zdecydowałeś, jednak wybierasz los samotnicy z chorym kręgosłupem? Sfrustrowanej, jak Hitler na widok Armii Czerwonej? Ok, ładuj się do tej mogiły, tylko nie płacz potem, że cię nikt nie ostrzegał!


Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!
Poprzednie odcinki:

Odcinek 1
Dlaczego czytelniczka czyta?


Odcinek 2
Dlaczego nie możesz pisać?



Odcinek 3
Wszystko, co najważniejsze!


Odcinek 5
Tajna broń pisarza. I pisarki!

Odcinek 6
Bohater poszukuje celu