czwartek, 4 grudnia 2014

Chcesz pisać? Pokochaj frustrację!

Jeżeli myślisz, że twoje biedzenie się nad literaturą przyniesie ci sławę, ciuchy od Chanel i miłość kobiet i/lub mężczyzn - mylisz się stukrotnie. Najprawdopodobniej pęknie Ci kręgosłup i stracisz przyjaciół!



Pisanie to pułapka na słonia, którą kopiesz pod sobą. Najpierw jest pięknie, te wszystkie marzenia, wzdychania do sztuki, wykwity wyobraźni. Umysł zajęty rojeniami o lepszych światach, wspaniałych przygodach i uczuciach gorących, jak jądro słońca. Leziesz w to, jak pijak do monopolowego i kończysz równie marnie. Gdy inni żyją, uprawiają seks, zarabiają pieniądze, albo po prostu mają wszystko gdzieś, ty piszesz.

Bo pisanie to sztuka uprawiana głównie pośladkami. Miliony znaków w laptopie to tysiące godzin wysiedzianych na krzesłach, fotelach, kanapach. Boli tyłek, rypie kręgosłup. Skolioza chorobą zawodową literatów. Jeżeli jesteś młoda, jeżeli dopiero zaczynasz, pewnie nie wierzysz w takie ględzenie. Ale posłuchaj, na co skarżą się zawodowcy. Poczytaj, co opowiada Olga Tokarczuk, która nad Księgami Jakubowymi siedziała sześć lat. Poczytaj wywiady z Sławomirem Koprem, który pisze kilka książek w rok. A każdy dzień przed laptopem zaczyna o czwartej rano. Bez kręgarza ani rusz.

Ale pal sześć bolące plecy. Zwyrodniały kręgosłup to najmniejsza tortura, jaką szykuje ci romans z literaturą. Bo pisanie to zaborczy kochanek. Chce, żebyś żył tylko dla niego. Powoli, jak rak, zajmuje ci umysł, pożera serce. Więc piszesz. Zamieniasz wypadki swego życia w słowa. Słuchasz zwierzeń ludzi i kombinujesz: "Muszę to wykorzystać!". Oni zawierzają ci swoją intymność, a ty przerabisz ich na pasztetową. Jesteś jak wielki tasiemiec uwieszony w jelicie świata - wysysasz, chłoniesz, wydalasz. "I cóż w tym złego?", zakrzykniesz pełen naiwności, niewinny, jak seks zakonnic. "Zycie to sztuka, sztuka to życie! Wszystko jest natchnieniem!". O tak - wołaj sobie wołaj - ale jeszcze nie wiesz, z jakim potworem masz do czynienia. Pochwyci cię mackami i ściągnie na samo dno. Samotności.

Bo jeżeli zostaniesz - co daj ci Boże - zawodowcem, będziesz pędzić życie mniszki, w samotności stukać w klawiaturę. Ludzi będziesz oglądać jedynie na fejsie. A i to niechętnie. Główni bohaterowie naszego życia literackiego nie cierpią portali społecznościowych. Janusz Głowacki w ogóle nie zbliża się do komputera. Dorota Masłowska kręci teledyski, więc jest na youtubie, ale nie znajdziesz tam nic o jej kotkach i porannych kawkach. Huelle, Tokarczuk i Gretkowska podobnie. Za to Michaśka Witkowska nadrabia za wszystkich i ma ze siedem profili na fejsie. Ale on akurat jest ikoną pisarskiej samotności. Wzorem porzucania ludzi. Pamiętaj, człowiek, który pisze, zapada się się w sobie. Pisarz w amoku myśli i gada tylko o pisaniu. Kto normalny to zniesie? Podobno tylko mąż Olgi Tokarczuk. Reszta jej przyjaciół umiera z nudów.

Janusza Głowackiego spotykam czasem w drodze do redakcji. Na ulicy - nomen omen - Prusa. Pisarz z obrzydzeniem wysłuchuje moich opowieści o żonie i dzieciach. Jako gigant literatury wie, że rodzina to najgorszy wróg pisarza. To kamień u szyi, który zatapia największe talenty. Jest grabarzem ambicji. Albo jesteś pisarzem, albo masz rodzinę. Dróg pośrednich nie ma. Więc samotność długodystansowca. I nie dajcie się zwieść złudzeniu, że kilka pisarek w Polsce ma mężów i dzieci. To fatamorgana. Związki się sypią, zneurotyzowane dzieci płaczą. Wygrywa ta dziwka literatura.

A jeżeli twoim losem - oj znam go znam, jak zły szeląg! - jest wieczne amatorstwo i pisanie w weekendy, nie myśl, że jesteś bezpieczna. Masz rodzinę, pracę i znajomych. Czujesz się pewnie. Nic ci nie grozi? O, naiwny! Ucz się na błędach innych. Pisałem Córkę Wokulskiego przez trzy lata. Wyprodukowałem tysiąc stron. A przy tym nie przerwałem pracy, wytrwale przerzucałem tony redakcyjnych tekstów; nie zrezygnowałem z roli męża i ojca małych dzieci, robiłem, co się dało. Co mogłem poświęcić? Wolny czas i życie towarzyskie. Więc poświęciłem. Skończyłem powieść i rozejrzałem się zdumiony po świecie. Jak to? Dlaczego nikt nie dzwoni? Dlaczego nikt nie zaprasza mnie na piwo i pogaduchy? Poczułem wokół siebie pustkę. Nic dziwnego, przez trzy lata nie było mnie w mieście.

Ale to nie wszystko. Najgorsze i tak przed tobą. Bycie pisarzem to nieustające zmaganie się z oceanem frustracji. Za opętanie pasją płacisz nie tylko samotnością i rwaniem kręgosłupa. Nieustanna frustracja to teraz twoje drugie imię. Najpierw piszesz, ale nie wychodzi tak, jak sobie pięknie wymarzyłaś. Więc zgrzyt i frustracja. Realne słowa nigdy cię nie zaspokoją. Ale to nie najgorsze. Okazuje się, że nie chcą cię wydać, więc złość i frustracja. Stoisz przed jaskinią empiku i ronisz łzy porzuconej królewny. Nikt cię nie chce. Za to, gdy w końcu cię wydadzą, przeżywasz krótki okres euforii. Nareszcie - świat leży u twych stóp! Spełniają się marzenia! Ale szybko z bólem spostrzegasz, że nie kupują, więc płacz i zgrzytanie zębów. I frustracja, jak jądra wieloryba. W tę profesję wpisane jest niespełnienie. Za pisanie w ogóle biorą się osobniki wadliwe, neurotyczne i niespełnione. A świat dodatkowo wali po nerach. Nie znam autorki, która by nie narzekała. Zawsze wydawcy złodzieje, czytelnicy kretyni, a polityka kulturalna beznadziejna. No może jedna Grochola ze swoimi czterema milionami sprzedanych książek ma powody do radochy, ale ona za to walczyła z rakiem i wciąż ma przechlapane z facetami. Nie znam autora, który nie skarżyłby się na swoją paskudną dolę. Zawsze nakłady za małe, a czytelnictwo pod psem. A nawet, jak Głowacki, ma jedno i drugie, to cierpi na depresję. I koło się zamyka. Fala frustracji zalewa gardło. Topi.

Więc zastanów się dobrze, czy chcesz się w to bawić? Naprawdę chcesz tracić czas na bezsensowną pisaninę, której nikt nie będzie czytać? Może warto zepsuć sobie życie w ciekawszy sposób? Co, już się zdecydowałeś, jednak wybierasz los samotnicy z chorym kręgosłupem? Sfrustrowanej, jak Hitler na widok Armii Czerwonej? Ok, ładuj się do tej mogiły, tylko nie płacz potem, że cię nikt nie ostrzegał!


Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!
Poprzednie odcinki:

Odcinek 1
Dlaczego czytelniczka czyta?


Odcinek 2
Dlaczego nie możesz pisać?



Odcinek 3
Wszystko, co najważniejsze!


Odcinek 5
Tajna broń pisarza. I pisarki!

Odcinek 6
Bohater poszukuje celu

9 komentarzy:

  1. poczułam się ostatecznie i skutecznie zniechęcona:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już nie mam nad czym się zastanawiać. Za późno. Zabawne jednak znaleźć tak szybko to czego po cichu już sam zacząłem się domyślać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy czytał i mnie Pan w myślach? :-) skąd ja to znam? Kocham Pana za ten (i za inne teksty), które zdążyłam przeczytać na tym blogu. Mam męża, który ( o dziwo) mnie wspiera. Nie marudzi gdy nie ma obiadu i musi jeść zupkę chińską, nie narzeka gdy mówię:"jeszcze tylko jedno zdanie, po czym nie jestem obecna przez...noc w małżeńskim łożu :-) A dzieci? mieszkają w Holandii i są dorosłymi facetami, którzy co roku życzą mi nagrody lit. a ja siedzę, piszę i narzekam, że ... jak wyżej u Pana we wpisie. Pracuję na reanimacji, ( pielęgniarka anestezjologiczna) i gdy wracam po 12 godzinach siadam i piszę, piszę, aż do bólu pośladków i kręgosłupa. I nie umiem już inaczej żyć. Dla mnie to ostrzeżenie przyszło o jakieś 40 lat za późno. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, widzę, że Pani zaprawiona w literackich bojach. Zaprawdę tylko tacy przecisną się przez ucho igielne! Życzę miękkich poduch, dalej wspaniałego męża i skutecznych narkoz! I dziękuję za miłosne wyznanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli poświęciłabym całe życie jednemu celowi, pracowała nad tym latami, niszczyła zdrowie psychiczne i fizyczne, by tylko dopiąć celu, a wyniki tego byłyby kiepskie, to znaczyłoby że gdzieś na meandrach życia popełniłam błąd i wybrałam nie tę drogę... Mogłabym też się łudzić, że jestem niezrozumianym artystą i dopiero po śmierci zostanę doceniona ;) Jeżeli zaś odniosłabym sukces, (który sama uznaję za sukces, dla kogoś innego może to być nic nie znaczące, bo nie zależy mi na sławie czy chwale, wręcz przeciwnie wolę pozostać anonimowa) to te wyżej wspomniane dolegliwości, byłyby tym samym z czym borykają się np. sportowcy i inne grupy zawodowe, bo każda niesie ze sobą jakieś ryzyko. Idąc tym tropem myślenia, nie można by robić niczego, ale to też jest szkodliwe zarówno dla ducha, jak i dla ciała.

    Od lat piszę książkę, ale zapisuję ją na najlepszym twardym dysku na świecie, który każdy posiada, czyli we własnym mózgu. Przez ten czas, pomysł się kształtuje i dojrzewa, już zaczyna powoli dobijać się, wychodzi uszami i nosem, a bohaterowie domagają się tego, aby raz na zawsze zapewnić im spokój. Niedługo to nastąpi, oczekuję tylko możliwości skupienia się jedynie na tym, gdyż mam też inne ważne zajęcia. Nie zamierzam rzucić wszystkiego dla pisania i mam obok siebie doskonały przykład osoby, która odniosła ogromny sukces zawodowy, pisząc i wydając książki, jakby to w ogóle nie wpływało na codzienne życie, pracując i jednocześnie ma czas na życie, rodzinę i rozrywki. Ja nie jestem tak poukładana organizacyjnie, jestem wcieleniem chaosu ale jednocześnie to czasem mi pomaga, a praca pisarza nie jest zajęciem wymagającym utrzymywania żelaznych ram czasowych.

    Zgadzam się co do tego, że pisanie wciąga, wciąga jak cholera. Nawet głupi komentarz tworzę długi jak zimowy wieczór. I tak też wygląda moje pisanie, więc sądzę, że książka która powstaje, będzie liczyła spokojnie 500 stron albo i więcej.

    Nie wiem czy warto zniechęcać ludzi do pisania, to i tak jedna ze zdrowszych form spędzania wolnego czasu, wbrew pozorom. Szczególnie, gdy poziom czytelnictwa w Polsce jest katastrofalny. Jest bardzo zarysowany podział na połykaczy książek, czytających jedną za drugą i takich, którzy nie czytają nic, nigdy. Najmniejszy procent to ci, którzy od czasu do czasu coś przeczytają. O pozytywnych wpływach pisania oraz czytania na sposób wypowiedzi, kształtowania własnych myśli, rozwój wyobraźni czy samoświadomości nie wspomnę. Ci którzy zwątpią i tak na 90% większość czasu będą spędzać przy komputerze, ale puszczając go w nicość nad facebookami i innymi takimi aktywnościami, więc nasze kręgosłupy będą cierpieć globalnie, nie tylko te pisarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolciu Druidko, niech Ci się spełni wszystko w dwójnasób! A potem jeszcze raz!...

      Usuń
  6. To wszystko prawda, kręgosłup boli, rodzina czuje się odrzucona, ale kiedy pisanie to nieodwracalna choroba:))

    OdpowiedzUsuń
  7. wszystko się zgadza, na Polskim płytkim rynku czytelniczym zawsze tak będzie gdzie człowiek poświęci parę lat pracy i dostanie grosze, a największym wygranym przy sprzedaży książki jest dystrybutor który nie napracuje się za bardzo, nie ponosi żadnego ryzyka wydania książki, a ma największe zyski.
    Dlatego myślę że wydawcy i autorzy powinni zmienić model sprzedaży, na początek autor może sprzedawać ebooki w trybie self-publishing ( od 1-9 zł ), jeżeli sprzeda wystarczającą ilość aby zaistnieć na rynku czytelniczym kolejne książki można wydawać przez wydawnictwa ( ebook + druk ) i sprzedawać bezpośrednio przez wydawcę z pominięciem dystrybutorów. Tylko autor bardzo już znany, który sprzedaje tysiące książek może sobie pozwolić na wejście w obecne kanały dystrybucyjne, inni mają co najwyżej satysfakcję że w księgarni na półce leży ich książka.
    "StarBaseBooks"

    OdpowiedzUsuń
  8. Marzę o napisaniu książki. Bardzo podobają mi się dzieła Pani Krystyny Siesickiej "młodzieżowe romanse". Należę do tego typu ludzi, którzy masowo pochłaniają zapomniane, biblioteczne dzieła. Chciałabym umieć pisać tak jak P. Siesicka. Często myślę, że idealnym materiałem na książkę byłoby właśnie opisanie mojego życia, życia nastolatków, kolorując je odpowiednio według własnego uznania. Sama się sobie dziwię, ale Pana post wcale mnie do pisania nie zniechęcił. Teraz wiem, że życie pisarza nie jest usłane różami, a często jest życiem w pojedynkę. To też mnie nie zniechęca. W postach wspomniał Pan o nieustannym rozmawianiu o pisaniu, to samo zaobserwowałam u siebie, tylko ja nieustannie rozmawiam o przeczytanych książkach. Njestety, mam tylko dwie wierne słuchaczki, które nie tracą przy mnie cierpliwości, a przeżywają razem ze mną historie bohaterów. W postach wspomniano rówanież o poszukiwaniu emocji w książkach. Sama poszukuję emocjonujących dzieł, najczęściej polskich autorów. Teraz częściej będę odwiedzać Pana bloga i już teraz zacznę zgłębiać tajemnice ciekawego pisania. Bardzo serdecznie Pana pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń