czwartek, 18 grudnia 2014

Cipy i qtasy są cool!

Kupiłem Wspomnienia bitniczki, żeby zobaczyć, jak o seksie pisze kobieta. I dostałem porządną nauczkę. Ostrą, soczystą, jędrną. Diane di Prima rżnie słowami jak napalony drwal!

Diane di Prima, poetka, bitniczka, rocznik 1934
http://hastadondellegalavoz.blogspot.com

Ruch bitników - amerykańskich rewolucjonistów w łóżku i poezji - był do tej pory męską zabawką. Słynni bitnicy: Allen Ginsberg, Jack Kerouac, William Burroughs - sami faceci. Diane di Prima żyła równie straceńczo jak oni. I równie szalała w języku. Ale w Polsce nikt o niej nie słyszał. Do tej pory. Łódzka officyna odkryła ją dla nas:


Ta książka uderza do głowy jak szklanka burbona. Seks to mało. Di Prima czaruje młodością. I jeszcze czymś - co równie pożądane - wolnością. Opisuje wspaniałe stado dzieciaków, które wyrwały się amerykańskiemu systemowi lat pięćdziesiątych zeszłego wieku - i żyją jak stado małp w dżungli Nowego Jorku. Chodzą w levisach i kraciastych koszulach robotników. Nie pracują, biedują, mieszkają na kupie w wynajętych za grosze mieszkaniach. Żywią się fasolą, ryżem i tanią kawą. Żyją sztuką, przesiadują w bibliotekach  muzeach, piszą wiersze, słuchają jazzu. Palą dobrą, meksykańską trawę i pieprzą się na potęgę. Jezu, jak ja bym też tak chciał! 

Bo dla mnie lektura wspomnień  bitniczki to jak wycieczka do raju. Raju, w którym nie ma etatów, kredytów, obowiązków rodzinnych i znużenia powtarzalnością egzystencji. Nie ma też starości, za to jest nieustanna erekcja, piękne młode ciała i jeszcze więcej pięknych, młodych ciał! Diane di Prima ma osiemnaście lat, ciężkie piersi i utalentowaną waginę. Pożąda mężczyzn i potrafi się kochać. I umie o tym pisać. Pisze tak, jak żyje. Prosto, pięknie, dosadnie. Pod jej piórem (maszyną do pisania?) wszystkie cipy i kutasy nabierają słodyczy poezji. I nagle żywy, fizjologiczny opis pierdolenia w dupę na brudnym linoleum w kuchni urasta do przeżycia metafizycznego. Albo taki kawałek:

Trzymałam go w pasie, kiedy się spuszczał, czułam, jak wygina plecy, czułam przebiegający pod nim prąd, trzymając głowę między silnymi, porośniętymi złotymi włosami udami, które mocno zaciskał. Słyszałam jego krew - lub moją własną - eksplodującą w uszach i wiedziałam, że nasienie, które łykam, jest sakramentem - świętą, bezkresną esencją, napędzającą gwiazdy.

Oczywiście, ten raj ma swoje demony. Bitnicy nie wzięli się znikąd. Byli dziećmi, które dorastały na gruzach II wojny światowej. Nie wzięli w niej udziału, ale cała potworność zła osiadła na nich jak popiół po atomowym wybuchu. Ich negacja amerykańskiego świata, pogoni za pieniędzmi, purytańskiej moralności była buntem skrzywdzonych sierot. A kompulsywny seks sposobem na cichą rozpacz. Wstydzili się słabości, gra, w która z upodobaniem grali nosiła nazwę cool. Żadnych uczuć oprócz spazmów orgazmu. Byli straceńcami, buntownikami i uwielbiali zbiorowe orgie. Jedną z nich, z udziałem guru bitników - Allena  Ginsberga (którego ruchał pewien nowojorski tancerz) i Jacka Kerouaca, który jebał Dianę - opisała bitniczka. I tak rodzą się mity!

 SEKS KOBIECY?

Jak już przyznałem, kupiłem Wspomnienia w celach poznawczych. Ponieważ sam dużo piszę o seksie - zobacz moją powieść Córka Wokulskiego - a w seksie tym biorą udział kobiety, więc ciekaw jestem, jak sprawa wygląda z ich strony. Chciałbym wiedzieć, co piszę. I Diane di Prima udzieliła mi lekcji. Przekonałem się, że pod jej piórem opis seksu z pozycji kobiety nie różni się od mojego (zakładam, że mój jest męski) - też jest gwałtowną emanacją siły życiowej. Bywa gwałtownym wybuchem, który kończy się krzykiem, wyciem, płaczem. Człowiek pokazuje swoją pierwotną, zwierzęcą stronę. A "brzydkie" słowa opisujące genitalia i ruchy frykcyjne doskonale się sprawdzają. Więc czytałem Wspomnienia pełen radochy, że odkryłem sekret. Kobiety też lubią się pierdolić i robią to w tym samym języku, co my, faceci. Uff, jaka ulga. Mogę folgować swoim językowym chuciom i będę zrozumiały dla obu płci.

Moja radość trwała do posłowia. Tam poznałem kulisy powstanie tej prozy. Otóż di Prima pisała swoje erotyczne wspominki dla francuskiego wydawcy, Maurice'a Girodiasa. Tego samego, który wydał Lolitę Nabokova czy Nagi lunch Burroughsa. Pisała dla pieniędzy, żeby utrzymać przy życiu komunę, z którą mieszkała w Los Angeles. Wydawca odsyłał jej maszynopis z adnotacją: więcej seksu! Więc wołała członków komuny i w ubraniach próbowali akrobatyczne pozycje. A potem Diane dopisywała te fikołki do tekstu. Zatem dupa blada. Nigdy już nie dowiem się, czy mam do czynienia z wyznaniem emancypantki, językiem feminizmu, czy z kupczeniem bitnickim body language za  francuskie franki? Czy to autentyczny język wyzwolonej kobiety, czy tekścik skrojony na potrzeby pornograficznego wydawcy? Cóż, dalej muszę błądzić po omacku wśród nieopisanego przez kobiety gąszczu cip i kutasów...


1 komentarz:

  1. Po przeczytaniu owej recenzji, trudno się nie skusić na zakup książki. Co do preferencji kobiecych, jeśli o mnie chodzi chuje, pieprzenie/ armaty tryskajace slonym nasieniem miłości, kochanie - to kwestia chwili. Znam jednak kobiety gardzace sentymentalizmem, które w stu procentach odpowiadaja Pańskim nadzieją na identyczne upodobania obu płci.

    OdpowiedzUsuń