sobota, 13 grudnia 2014

Duchy rządzą!

Wyobraź sobie, że leżysz w grobie, zasypana ziemią. Nie możesz się ruszyć. Oddychasz tylko przez plastykową rurkę. Koszmar? O nie, znacznie gorzej! A on to przeżył - naprawdę!



Niezwykła książka. Przede wszystkim ze względu na temat. Przemek Kossakowski to bezrobotny pan od malunków, który został gwiazdą telewizji. Wymyślił program Szósty zmysł i został jego prowadzącym. Razem z ekipą telewizyjną odwiedził większość szamanów, uzdrowicieli i szeptunek w tej części Europy. I dzielnie poddał się ich zabiegom.  Był egzorcyzmowany (on, jak również jego służbowy samochód!), okadzany, leczony moczem, pijawkami i nożem, którym w więzieniu zabito człowieka. Nakładano na niego ręce, kierowano do światła, modlono się nad nim. A na sam koniec został zakopany. Żywcem.

Przeżył to. A w dodatku opisał. Ciekawie, zajmująco, świetnie. I tu węszę podstęp. Ta książka jest za dobra. Jest tak dobra, że rodzi się zasadne, choć cyniczne bez miary pytanie - kto mu to napisał?!... No bo jak to? Jest bezrobotnym i sfrustrowanym panem od zajęć artystycznych, a zaraz ma swój program o duchach, kumpluje się z szamanami w Polsce i Rosji, a potem pisze o tym znakomitą książkę? Nie za dużo talentów jak na jednego bezrobotnego? Owszem, panowie z telewizji uwielbiają wydawać książki. Zresztą, to oni chyba teraz, dzięki swoim ryjom (sorry, tak nazywają celebrytów kotleciarze - czyli panowie, którzy robią im zdjęcia na ściankach - co to są ścianki nie podejmuję się tłumaczyć) utrzymują wydawnictwa. Ale ta książka - powtarzam to z naciskiem - jest napisana za dobrze. Odważę się na wyrażenie brawurowej opinii (pisząc językiem Krzysztofa Vargi, który ściąga od Pilcha, który ściąga od Gombrowicza - skąd ściągał Gombro, nie wiem), choć palce mi się ślizgają po klawiaturze, gdy ją wystukuję - że takiej frazy nie powstydziłby się sam Sławomir Mrożek. 

Tak, bo to świetna książka jest. Pan Przemek znakomicie posługuje się ironią, miesza języki, doskonale operuje napięciem. Więc co akapit to przewrotka. I nagle zwykły wyjazd na dokumentację programu ma nerw powieści sensacyjnej. A opis polskiego chłopstwa, a dokładniej jego przedstawiciela w osobie Siwego, co go pług przejechał, to absolutne mistrzostwo polskiej szkoły satyry. Po lekturze tego fragmentu po raz pierwszy pomyślałem, że Sławomir Mrożek, orbitujący gdzieś w kosmosie, zahaczył o ciało astralne pana Przemka. Nudziło się mistrzowi pośród ciemnej materii, więc ciach, wreinkarnował się na moment i słowa odpowiednie podsunął. Jedno, drugie i poszło! Pan Przemek książkę machnął, a mistrz zawinął anielskim skrzydłem i tyle go widzieli! Zatem na pytanie, kto mu to napisał, odpowiedź jest tyle prosta, co nieoczywista - duchy, panie, duchy jako żywo!

Ej, coś widzę, że nie dowierzacie mi, drogie czytelniczki. Ale dlaczego? Przecież pan Przemek dał się za życia pogrzebać przez rosyjskiego szamana i tylko rurka mu z grobu wystawała, przez którą oddychał z trudem, bo żebra przygniatał czarnoziem. Więc powiedzieć, że pan Przemek był jedną nogą w grobie, to nic nie powiedzieć, bo pan Przemek wlazł tam cały i jeszcze dał się owinąć folią i zasypać grudami. Więc pan Przemek był jakby na pół umarły, zatem duch pana Mrożka mógł go potraktować jak swego i uszczknąć mu coś ze swego talentu. Ja, żeby mieć taki talent, a zwłaszcza wszystkie związane z nim profity (depresji pisarza nie biorę!) dałbym się zakopać dwa razy!

ZAKOPANY 

Póki co, zakopałem swojego bohatera. W Córce Wokulskiego, niejaki Ludwik Stawski vel Ernest Walter (Tak, tak - zaginiony mąż niezapomnianej Heleny Stawskiej!) za sprawą okrutnego oberpolicmajstra Warszawy zostaje zakopany żywcem w trumnie. Dlaczego i co z tego wynika w sprawie zamachu na cara - wszystko stoi napisane w  ebooku!



Mnie też natchnął swym duchem Wielki Pisarz! Jechałem kiedyś ekspresem InterCity z Poznania do Warszawy - a nazywa się on nie inaczej, jak Bolesław Prus! - i usłyszałem wezwanie: Pisz, Romku, pisz... Wyprostuj ścieżki Stachowi... Czy to wiatr telepał oknem? Czy konduktor coś mruczał? A może śniłem coś nieświadomie? Któż to wie? W każdym razie dojechałem do Warszawy i wziąłem się za pisanie. I tak powstała Córka Wokulskiego - dalszy, sensacyjny i erotyczny, ciąg Lalki. Tak, tak, duchy istnieją. I rządzą...


3 komentarze:

  1. Moja mama bardzo lubi pana Kossakowskiego, więc jej wspomnę o tej książce. Na pewno się nią zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygował mnie tytuł książki, dlatego też warto zapoznać się z jej treścią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kossakowski,trochę szalony,a może odważny,no nie wiem?! Przechodzi mnie dreszcz przerażenia,kiedy on podaje się takim szalonym eksperymentom na własnym ciele i duchu.Ekstremalne poczynania.
    A w duchy wierzę:)

    OdpowiedzUsuń