czwartek, 29 stycznia 2015

Potwór Kryśki

„Mam na imię Krystyna, jestem alkoholiczką i narkomanką”. To bardzo chujowa formuła. Wszyscy musimy się jej nauczyć.


Tak zaczyna się powieść Małgorzaty Halber, prezenterki muzycznej telewizji. Choć bohaterka ma inaczej na imię, zakładam, że autorka włożyła w nią swoją poranioną duszę. To bardzo osobista spowiedź. Na pewno wymaga dużej odwagi. Albo skłonności samobójczych.

Młoda, atrakcyjna, ze świetną pracą. Pełna energii, pomysłów, wygadana. Ekstrakt Warszawki. Prowadzi życie, jakiego zazdroszczą miliony. Bryluje przed kamerą, a potem z kolegami w modnych knajpach. Jej facet jest muzykiem. Cud, miód. Dlaczego więc chodzi nawalona non stop? Dlaczego jara od rana? Co ją do tego zmusza? Jaki potwór? Ta książka jest próbą opisania potwora nałogu.

Nałóg pojawia się tam, gdzie jest pustka. Boląca pustka. Zaczyna się zwykle w dzieciństwie. Dzieciństwo Kryśki to domowy obóz przetrwania. Matka alkoholiczka. Kryśka ją kocha, ale boi się i wstydzi matki, która odpływa w alkoholowe ciągi. Ojciec jest gwałtownikiem, z którym też nie ma kontaktu. Samotna i zrozpaczona Kryśka znajduje antidotum. Rano przed szkołą wypija trzy hausty wódki, a do tornistra ładuje butelkę wypełnioną koktajlem z sangrii i wódki. Co za ulga. Nareszcie przestaje się bać. I tak do trzydziestki! 

Przez całe życie wypracuje sobie maskę, za którą będzie się chować. Będzie pić z ludźmi, bo nie potrafi z nimi naprawdę rozmawiać. Alkohol, a potem marihuana dadzą jej to, czego jej brakuje – protezę mocy, szczęścia, sensu życia i pewności siebie. I ściągną ją na dno. Dla Kryśki dnem będzie wywrotka. Któregoś dnia przewróci się i nie zadziała odruch obronny. Nie użyje rąk, przez co złamie sobie nos. To będzie ten impuls: „dość”. Pójdzie na terapię.

„Najgorszy człowiek świata” jest przekonującą opowieścią o tym, jak uzależniony człowiek próbuje wyrwać się potworowi.  Jak zmaga się z samym sobą i z ciężarem terapii. Jak odkrywa, że żył w oszustwie. I jak boleśnie uczy się żyć w prawdzie. Bardzo osobista opowieść o samotności, o próbie zbudowania siebie od nowa. I o gorzkim zwycięstwie. Ponieważ nałogowiec nigdy nie wie, czy potwór nie wróci. I nie chapnie go jednym kłapnięciem szczęki.

Żyjemy w kulturze nałogu. Alkohol i inne substancje zmieniające świadomość to nasz chleb powszedni. I o tym jest też ta książka. O tym, że tworzymy społeczną zmowę wokół najebki. Chlejemy na potęgę, jaramy jak smoki, ale "no problem!". Jakiś ból, jakaś choroba, jakieś uzależnienie? Weź, nie żartuj. Lepiej się napij! Gdy Kryśka chce uciec potworowi, z przerażeniem spostrzega, że on czai się wszędzie. Spotkanie towarzyskie? Wóda. Wyjazd służbowy? Wóda. Wyjazd integracyjny? Jeszcze więcej wódy. Piękni ludzie z telewizji - młodzi, obrotni, przyszłość narodu - znają tylko jeden język: "Polej".

Kryśka wciąż powtarza, że żyje w środowisku, gdzie liczy się szybka riposta. I tak napisana jest ta książka. Autorka o największym bólu potrafi pisać, jak córka Woody Allena. Ironicznie, mądrze i z energią. Więc zajrzyjcie, kochani do tej spowiedzi gwiazdy telewizji. Możecie być zaskoczeni. Możecie dowiedzieć się czegoś o sobie. Na przykład, że każdy się wstydzi. „Każdy się wstydzi trzech rzeczy. Że nie jest ładny. Że za mało wie. Że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu. Każdy”. I co wy na to? Czy znacie tego potwora? Bo ja znam...

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!


sobota, 3 stycznia 2015

Chcesz pisać? Rób sceny!

Masz procę, łuk, okutą pałkę? Dość! Ode mnie dostaniesz niezawodny miecz świetlny. Broń o mocy tysiąca słońc. Teraz urąbiesz każdą czytelniczkę. A czytelnicy padną ci do stóp!...


Myślisz, że żartuję? Że ponosi mnie retoryka? Ok, nie musisz wierzyć na słowo. Uwierz na scenę! Powieść, która trzyma za gardło czytelnika, czytelniczce wyciska łzy, a dziecku zmienia pieluchę - robi to dzięki scenom. Matka prozy, ojciec akcji i daleka babka mitu - scena! Cóż to z dziwo? Zanim wytłumaczę - zrobię ją! 

Panie i panowie - oto scena:

Dejanira była piękna, jak marzenie onanisty. Jej śniade ciało o skórze, jak jedwab polany olejem lśniło na balkonie wieży. Wysokiej wieży. Herkules dźwigał właśnie łeb hydry, gdy ujrzał Dejanirę bez koszuli. Oczy stanęły mu w słup. Maczuga też.
- O, bogini! - zakrzyknął.
Rzucił zdobycz i wspiął się na wieżę. Raz, drugi. A potem trzeci. Gdy spadł po raz dwudziesty, podniósł się z ziemi, dysząc. 
- Na Zeusa - zawołał. - Może ty zejdziesz do mnie?
Dejanira uśmiechnęła się tak, że krążący w błękicie orzeł zaczął lecieć tyłem.
- Nie mogę - zawołała z wysoka - To zaczarowana wieża. Ale jest sposób, by mnie uwolnić. Na dalekiej Krecie mieszka Dedal, on da ci skrzydła. Przyleć tu, a będę twoja...
Gdy Herkules to usłyszał, podskoczył rozogniony.
- Pędzę! - zakrzyknął. - Jak wiatr!
I pognał do portu. Lecz drogę do okrętu zagrodził mu Alibaba z czterdziestoma rozbójnikami. 
Nie popłyniesz na Kretę - powiedział Alibaba, który nie znał greckich mitów. - Dejanira będzie moja.
Maczuga błysnęła cztery razy. Każdy cios - dziesięć trupów. Ocalały Alibaba uciekł, gdzie pieprz rośnie. Czyli w przeciwną stronę.
Herkules wsiadł na statek. Marynarze wciągnęli wielki żagiel na maszt. Kadłub wesoło skakał na falach. Lecz na środku morza wiatr ucichł. Żagiel opadł, jak zarobki w Grecji. 
- O, Posejdonie i ty przeciwko mnie? - zawył Herkules, któremu chuć urywała uszy.
Nabrał powietrza w płuca i dmuchnął. Żagiel chwycił wiatr i załopotał, jak skrzydła Dedala. Herkules dął, statek płynął. Heros wypluwał płuca, aby jak najszybciej posiąść piękną Dejanirę. Następnego dnia wylądowali na brzegu Krety.
Herkules zeskoczył na plażę. Zakrzyknął z radości. I wtedy  ujrzał szarżującego szarego potwora. Był to żelazny byk, zbudowany przez Dedala na rozkaz króla Minosa. Zwierz ten atakował przybyszy, którzy bez zezwolenia króla lądowali na wyspie. Trzy doby mocarz zmagał się z bykiem. Trzy dni uciekał przed nim, trzy noce go ścigał. Żelazna skorupa potwora odporna była na ciosy maczugi. Wreszcie heros zepchnął byka do wulkanu. Stopił się zwierz w sercu ziemi.
Szczęśliwy siłacz pognał do Dedala.
- Mistrzu - zawołał od progu. - Skrzydła albo życie!
Z herosami się nie dyskutuje. Wysłuchał Dedal opowieści Herkulesa o pięknej Dejanirze i wzruszył się pożądaniem wielkim, jak kolos z Rodos.
- Kobiety to anioły - przyznał siwy konstruktor, który niejednej królowej dogodził. - Zabierają nas do nieba.
I podarował Herkulesowi najnowszy model paralotni.
A gdy mocarz przypiął skrzydła i poszybował w powietrze, rzekł Dedal do stojącego obok syna.
- Patrz, Ikarze i ucz się. Oto prawdziwy mężczyzna. Żadnych hamulców!
A podniecony, niczym makler giełdowy, gdy spada kurs franka, Herkules wylądował na szczycie wieży. Skóra Dejaniry błyszczała, niczym diamenty w oliwie. Jej uśmiech był bramą Olimpu. Rzucił się na nią spragniony mocarz. Runął z góry, jak pioruny Zeusa. Zagarnął potężnymi ramionami.
- Nareszcie - westchnęła kobieta - ktoś mnie przeleci...
I poddała swe miękkie ciało męskiej żądzy. Zaległ Herkules na jej boskim łonie. Już szykował maczugę, aby zadać decydujący cios. Już dyszał, jak Minotaur. Lecz wtedy nagle...
Z nieba coś spadło. Coś przemknęło jak pikujący orzeł. Coś przecięło błękit i wyrżnęło w plecy miłośnika. O, Bogowie! Siła uderzenia była potężna. Herkulesa aż zatchnęło. A Dejanira? Dejanira zabulgotała. Nieszczęsna! Jej kruche ciało nie wytrzymało obciążenia. Powoli spod herosa wylała się czerwona plama. Gdy Herkules pojął, że zmiażdżył ósmy cud świata, zawył. 
- Dejaniro!...
A spośród szczątków tego czegoś, co spadło z nieba, wygrzebał się... Ikar. Syn Dedala. Stanął na chwiejnych nogach. Wzrok miał błędny.  
- Przepraszam - stęknął. - Myślałem, że tata mówił o moralności. A hamulców nie ma to gówno...
I kopnął połamaną paralotnię.

To była scena. O co chodzi? O zbudowanie opowieści, która przykuje uwagę czytelniczki. Opowieści, która sprawi, że czytelnik zamiast surfować po sieci, przewróci kolejną stronę twojej książki. Scena jest jak człon rakiety. Musi odpalić, aby posunąć akcję. Jest paliwem, które podsyca ciekawość czytających. Jak ją zrobić?


Konstrukcja sceny

Po pierwsze scena musi mieć bohatera. Po drugie, bohater musi mieć cel. Musi czegoś chcieć, do czegoś dążyć. Po trzecie muszą być przeciwności. Bohater nie może celu uzyskać od razu. Musi zmagać się z przeszkodami, wrogami, albo chociaż samym sobą. Im więcej przeciwności, tym lepiej. Napięcie, które rodzi się między ustami, a brzegiem pucharu, między żądzą bohatera, a brakiem jego zaspokojenia, jest tym, co lubi czytelniczka. Jest tym, co pożąda czytelnik. Jest hakiem, na który nabijamy łososia. Na koniec, gdy już wydaje się, że bohater zdobył to, co chciał, gdy oddychamy z ulgą, pojawia się katastrofa. I bohater wszystko traci. A my jesteśmy poruszeni i zadajemy sobie sakramentalne: Co dalej? I obracamy stronę. Proste? No, proste, jak drut. To dlaczego znaczna część pisarzy (i pisarek) polskich - pana Krajewskiego i Sapkowskiego przepraszam! - NIE MA O TYM POJĘCIA?... W wyniku czego dostajemy opis świata, który trzyma się tylko dzięki wytrwałości i dobrej woli czytelniczki. A nie dzięki nagromadzeniu energii piszącego. Sacrebleu!

A teraz przyjrzyjmy się scenie, którą wypłodziłem:

Bohater - Herkules. 
Co chce bohater? - Dejaniry.
Przeciwności - Alibaba, cisza na morzu, byk Dedala.
Prawie sukces - zaczątek seksu z Dejanirą.
Katastrofa - upadek Ikara.

Powtórzę jeszcze raz wielką trójcę: pragnienie - walka - katastrofa! I już. Cała filozofia. Ale spokojnie, bez poczucia wyższości - wzór Einsteina na zachowanie energii też wygląda prosto! 

Pisząc scenę jak najszybciej określ, czego chce bohaterka. Nawet jeżeli jej chęć to napić się karmelowej latte. Twoja czytelniczka musi to wiedzieć, żeby się złapać na haczyk: Uda się, czy nie uda? Gdy się złapie, z emocjami będzie przeżywać perturbacje bohaterki (kelnerka nie przynosi kawy!). Z radością przyjmie jej prawie sukces (bohaterka pije z filiżanki) i tym większą frustrację wywoła porażka (kawa wylana na sukienkę!).  A ta frustracja to właśnie śruba, którą przyspawasz czytelniczkę do swojej opowieści. To wszystko wydaje się naprawdę banalne. Teraz, gdy wiesz. Ale najciemniej jest pod latarnią!

Scenę obowiązuje klasyczna zasada trzech jedności - miejsca, akcji i czasu. Scena wydarza się w czasie rzeczywistym. Sorry, bokserzy nie przerywają walki, żeby dokończyć jej po obejrzeniu serialu. Gangsterzy nie zostawią napadu na bank, żeby wrócić po weekendzie. A żona, która odkryła zdradę męża zaraz biegnie z tą nowiną do przyjaciółki! ;) 

Scena zrobi ci książkę

Pisz na bogato. Porządna scena musi wybrzmieć. Trzeba z niej wycisnąć, co tylko się da. Wszelkie niuanse emocji, pożądania, przerażenia, bezsilności. Bohater musi bardzo chcieć. Najlepiej jeżeli jego chęć dotyczy najważniejszych, najgorętszych spraw egzystencji. Życia, seksu, kasy, śmierci. Tylko o to warto się bić. A przeciwności muszą się mnożyć. Muszą być potężne. Muszą się ze sobą zetrzeć Wielkie Chcenie z Potężnymi Przeciwnościami. Wtedy rodzi się energia, która trzyma czytelniczkę za gardło. I biedna nie opuszcza książki do rana. Nie bój się sponiewierać bohatera. Utytłać go w błocie, obić mu mordę, albo chociaż skrzywdzić moralnie. Do potężnej sceny potrzebny jest prawdziwy Wróg. Ale wrogiem zajmę się kiedy indziej. Pamiętaj - 5 tysięcy znaków to minimum na porządną scenę. A jak napiszesz 10 tysięcy - też nie będzie za dużo!

Scena to pierwsza i podstawowa część składowa prozy. Opowieść - twoja książka! - to właśnie zbiór scen. Małych scen i scen dużych. A im bliżej końca, tym sceny muszą być potężniejsze, chcenie większe, a wrogowie bardziej bezwzględni. Pomyśl - twoja wymarzona powieść to po prostu zbiór scen. Gdy wymyślisz szereg scen, które logicznie następuję jedna po drugiej - masz swoją opowieść. Masz książkę!

Tylko tyle? No prawie. Ważne jest także, co włożysz między sceny. Ale co to ma być? I ile tego ma być? O tym w następnym odcinku!

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!


Poprzednie odcinki:

Odcinek 1
Dlaczego czytelniczka czyta?


Odcinek 2
Dlaczego nie możesz pisać?



Odcinek 3
Wszystko, co najważniejsze!



  Odcinek 4
        Frustracja drugie imię pisarza   
http://romanpraszynski.blogspot.com/2014/12/chcesz-pisac-pokochaj-frustracje.html


Odcinek 5
Przede wszystkim akcja!


Odcinek 6
Bohater poszukuje celu