sobota, 21 lutego 2015

Czytam Córkę Wokulskiego! Fragment III

Kluczowy moment powieści. Córka Stacha Wokulskiego na szafocie! Czy nieszczęsna nihilistka odda życie? Czy pojawi się Stach wybawiciel? O matko przenajświętsza!...

Córka Wokulskiego to dalszy ciąg Lalki Bolesław Prusa. Pomysł sam w sobie kontrowersyjny. Realizacja pełna prowokacji. Także erotycznych. Czy Wokulski ma szansę na drugie życie? I z kim ma tę córkę?...


Zobacz też: 

Na ciekawych czeka ebook:
https://www.e-bookowo.pl/self-publishing/corka-wokulskiego.html

niedziela, 15 lutego 2015

Spowiedź wisielca

Jak żyję, nie czytałem takiej książki - a swoje przeżyłem! Książki, która mówi do czytelnika, pokazuje, a nawet śpiewa! Nie wierzysz? Wstydź się, człowiecze małej wiary!
"Opowieści ostateczne"
ilustr. Kalina Jaśko
A propos wiary, podobno, gdziekolwiek Aborygen wbije w ziemię pal, który podtrzymuje jego chatę, tam jest środek świata. Tak właśnie postąpili autorzy "Opowieści ostatecznych". Dla nich centrum Wszechświata to Kopaniec - wioska w Izerach. Dlaczego? Czyżby dlatego, że tam mieszkają? To właśnie dla Kopańca porzucili nudne, miejskie życie...

Jest ich troje. Dwóch dzikich brodaczy z gór i genialne dziecko: Leszek Różański, Piotr Syposz i Kalina Jaśko. Wspólnie stworzyli psuedokronikę Kopańca. Od 1281 roku do chwili obecnej. Dwadzieścia opowiadań o sprawach ostatecznych. Ich Kopaniec - a właściwie Seifershau, przecież to poniemiecka wioska! - jest miejscem, tak tajemniczym, że gdyby Marquez szukał nowego Macondo, bez obciachu mógłby przenieść się w Izery! 



Tam beginki latają w powietrzu, pastor ścigany przez katolików zamienia się w wilka, a lipa rosnąca na podwórku  pochłania gospodarza. Tam krzyżowiec zabija wiedźmę, za co sam oddaje ducha, szklarz zabija zakonnika, aby jego krwią zabarwić szklany kielich, a wielka pani na zamku w Kemnitz za zabicie męża zostaje zamieniona w Sowi Kamień. Dużo śmierci, czarów i niewytłumaczalnych dziwów. Benjamin Klemt w roku 1640 zostaje powieszony za kradzież dwóch kur. A mimo to wciąż zachowuje świadomość i widzi świat. Więc wisi sobie na sznurze i podziwia krajobrazy. A to zamczysko Kynas, a to starą babę, co urżnęła mu palec nożem. 

Ta książka jest jak spowiedź wisielca. Każdy z nas w końcu odpadnie od sznura. Ale zanim to się zdarzy, cieszmy się widokami! Cieszmy się historiami. Ostatecznie, cóż poza opowieściami mamy w życiu? Największym urokiem tych opowiadań jest prawda. Prawda legendy, ale tym większa jej siła. Motto głosi: Te rzeczy nigdy się nie zdarzyły,  ale są zawsze. Leszek Różański, autor opowiadań, zebrał podania krążące w okolicy Kopańca. Stare podania pod jego rękę zamieniają się w żywe opowieści o sprawach ostatecznych.

Leszek Różański,
autor "Opowieści ostatecznych",
W Kopańcu wszyscy tak...
Podoba mi się ten moment, obecny w każdym opowiadaniu, gdy rzeczywistość oswojona przechodzi w baśniową. Izerski realizm magiczny. Podoba mi się heretyckość, a właściwie pogaństwo tych historii. Kopaniec widział wiele przemocy, także religijnej. Lecz, gdy rycerze Boga mordują niewinnych, Leszek ucieka do lasu. Głosi pochwałę sił natury, tych mocy, które objawiały się w górach na długo przed tym, zanim chrześcijanie przytargali na krzyżach swojego Zbawiciela. 


Kalina Jaśko,
autorka ilustracji do "Opowieści ostatecznych"
fot. towarzyskakronikakulturalna.blogspot.com
Młoda ilustratorka - uwaga, 12 lat! - opatrzyła "Opowieści ostateczne" prymitywnymi ilustracjami. "Prymitywny" tutaj to komplement - Nikifor i okolice. Jej obrazki pokazują to, o czym Leszek napisał. Ale skrót, kolor i maniera tworzą osobną warstwę opowieści. Pod jej kredką Kopaniec zyskuje nową twarz. 

Piotr Syposz i jego zabawki.
Dlaczego to wyjątkowa książka, inna od innych? Nie spotkałem jeszcze takiej, w której te same historie opowiedziane się trzy razy. Przez Leszka piórem (no chyba laptopem?), przez Kalinę kredką, a przez Piotra gitarą. Bo Piotr Syposz nagrał dziewięć piosenek, które są jego wersjami legend opisanych i narysowanych w książce. Płyta dołączona. Proste akordy, poetyckie zwrotki i przejmujący, lekko zachrypnięty głos (stracił go w czasie nagrań - autorzy śmiali się, że to klątwa bohaterów "Opowieści...") dały mocno niepokojący efekt. O ile Leszek i Kalina mrugają okiem do odbiorcy,  Piotr tnie po kościach. Jest w jego piosenkach ból, mrok, metafizyczny horror. Edgar Allan Poe przewraca się w grobie. Z wrażenia!

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!

piątek, 6 lutego 2015

Boski Hitler

Jeżeli ta książka jest prawdziwa, to ogarnia mnie zgroza. Jeżeli jest prawdziwa, to Hitler był dla Niemców bogiem. A co, jeżeli to prawda?...




Grecka czarownica Medea zasłynęła w mitach tym, że zamordowała swoje dzieci. Najpierw zdradziła własnego ojca i królestwo, aby Jazon mógł zdobyć złote runo. Po latach, gdy Jazon wziął sobie młodszą żonę, Medea z zemsty zabiła synów, których z nim miała. W historii zapisała się jako wzorzec potwora.

Magda Goebbels na pewno jej dorównuje. Żona speca od propagandy III Rzeszy, pod koniec II wojny światowej, w otoczonym Berlinie popełnia samobójstwo. Wcześniej, bagatela, morduje szóstkę swoich dzieci.

Meike Ziervogel napisała niewielką książeczkę o Magdzie - Medei. Opowiedziała nam historię kobiety, która w obliczu klęski Niemiec podaje morfinę swoim dzieciom, a potem w ich ustach rozgniata kapsułki z cyjankiem. To diabelski pomysł na powieść. Powieść z piekła rodem. Lub obozu koncentracyjnego.

Trzecia Rzesza padła, lecz fascynacja złem żyje. I ma się dobrze. Dlatego sięgnąłem po tę książkę. W nadziei, że zajrzę jednym okiem w czeluście okrucieństwa. Że doświadczę spokojnie na kanapie tej mrocznej siły, która włada ludźmi, która popycha ich do złego. Nie ukrywam, szukałem mocy. Czyż nie dlatego z takim zachwytem wracamy do Gwiezdnych wojen, że moc - w bezpiecznych warunkach, z kartonem popkornu na kolanach - pokazuje nam tam swoje ciemne oblicze?

Lecz co za zawód. Zło w tej książeczce nie odkrywa swojej tajemnicy. Owszem, czytam o Magdzie, co otruła szóstkę dzieci, ale jak byłem głupi przed lekturą, tak i jestem po. Dostaję opowieść o Magdzie, co wyrastała w samotności i o jej zimnej, wyrachowanej matce. O Magdzie, która morduje swoje dzieci, aby uchronić je przed gwałtem i zemstą Armii Czerwonej. Ale przecież nie każda samotna dziewczyna, nawet ta przestraszona bolszewikami, morduje dzieci. Więc takie wyjaśnienie na nic. Szukam dalej. Ale dalej nie ma nic. Suchy opis faktów. I nie wiem, czy ten brak wyjaśnienia, skąd się bierze zło, jest nieudolnością autorki, czy tajemnicą zła? Być może o złu nic się nie da powiedzieć mądrego, poza tym, że jest? 

Bo zło jest. Zaglądam jednym okiem do tabloidów, więc wiem, że wciąż na świecie - a konkretnie w Polsce - żyją matki, które zabijają własne dzieci. I dalej - mimo, że wszyscy o tym piszę, a tvn kręci newsy - wyjaśnienia brak. Bo ani te psychologiczne, ani te prawne nie tłumaczą fenomenu zbrodni. Owszem, opisują, ale nie tłumaczą. Jest coś w umyśle ludzkim, co wymyka się opisowi. Więc mam przemożne uczucie, że tylko wydaje mi się, że rozumiem świat. Słyszycie? Żyjemy pośród cieni! W platońskiej jaskini!

Więc uznałbym powiastkę Meike Ziervogel - której nazwisko tłumaczy się, jako kolorowe ptaszki - za błahą, gdyby nie jeden obraz. Magda trucicielka, niemiecka Medea wielbi Hitlera bałwochwalczo. Wydaje jej się, że przywódca III Rzeszy jest prorokiem, Mesjaszem, Bogiem, a ona jego jedyną godną Towarzyszką. Kimś w rodzaju Matki Boskiej i Boskiej Kochanki. A to jest słabe. Czy autorka mówi nam, że cała II wojna światowa wzięła się z miłosnej fascynacji narodu do Boga Ojca Hitlera? Włos mi się jeży, gdy o tym myślę. Bo jeżeli Hitler bogiem, to zło ma potężną moc. I wciąż się czai, czekając tylko, aby podnieść łeb.

A przecież podnosi. Czy Państwo Islamskie, gdzie katuje się dzieci, grzebie żywcem i zabija, nie jest złem, którego nie można zrozumieć? Złem popełnianym w imię Boga? 

Magda to niebezpieczna książeczka. Chociaż mała...

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!


niedziela, 1 lutego 2015

Obciągnij mi!

A dokładniej: "Obciągnij mi mojego wielkiego, zielonego kutasa!", prosi naga, właśnie zabita Ukrainka równie nagiego Polaka, który ją przed chwilą zamordował.

Karolina Adamczyk, Michał Czahor, fot. Magda Hueckel

Bezsens? Horror klasy C? No, właśnie, przyznam się, że na Szczurach Mai Kleczewskiej, nowej gwiazdy Teatru Powszechnego w Warszawie czułem się chwilami bezradny. A chwilami wściekły. Bezradny, bo nie rozumiałem, co się dzieje na scenie. A wściekły z tego samego powodu.

Para Polaków dręczy biedną Ukrainkę. Ona jest w ciąży, oni chcą zabrać jej dziecko. Zabierają jej dziecko. Pod koniec spektaklu dziecko ginie. A potem Polak gwałci i zabija Ukrainkę. A potem ona jest żywa i się kochają. I jest to - merde! - najbardziej czuła scena tego całego, porąbanego przedstawienia.

I żeby to było tylko tyle. Ale nie, Kleczewska wkleja do sztuki teksty artystów celebrytów. Nagle aktorzy zaczynają gadać Michałem Żebrowskim, Joanną Szczepkowską czy Janem Englertem. Cytatami z ich wywiadów. Przedstawienie pruje się, jak stary worek. Nie liczcie na klasyczną akcję. Reżyserka wzięła tekst niemieckiego noblisty, Gerharta Hauptmanna i poupychała w nim kolanem, co chciała. A co chciała? Podobno wkurzyć nas - kulturalnych, zadufanych w sobie Polaków. Pokazać nam naszą przemoc i podłość wobec słabych, biednych, wykluczonych. Ok, o tym już wszyscy pisali, nie ma sensu, żebym się dokładał do chóru. W jej spektaklu zafascynował mnie wspomniany już wyżej kutas. Penis. Fujara. Ptak.


Wyklęty penis


W pierwszej scenie Polak, Michał Czachor płaci 50 dolarów Ukraińce, Karolinie Adamczyk, żeby pokazała mu piersi. Pod koniec sam paraduje z gołym fiutem. Pojawia się przed widownią w damskich pończochach z odsłoniętymi genitaliami. I wijąc się erotycznie opowiada o zbiorowym gwałcie i mordzie na Ukraińce, pomocy domowej.

Na początku spojrzałem nieśmiało. Wiadomo, nagi członek - na żywo - widok niezwykły. Przynajmniej dla mnie. Może kobiety częściej mają go przed oczami. Bo ja tylko na basenie. Ale przecież nie wpatruję się pod prysznicem w genitalia pływaków. Nie robię tego z lęku. Bo mężczyzna nie może bezkarnie patrzeć na członka innego mężczyzny. Można za to dostać w ryja. Albo do buzi.

Co czuje mężczyzna, gdy patrzy na penisa innego mężczyzny? Fascynację? Niepokój? Fascynację niepokojem? A może niepokój z powodu fascynacji? Muszę przyznać, że Michał ma ładnego, długiego i zgrabnego. I oglądanie go sprawia przyjemność. I wielka szkoda, że żyjemy w kulturze, gdzie męskie penisy to samo zło. A nazwanie kogoś chujem jest najgorszą obrazą. Jak to możliwe, że cudowny instrument życia i rozkoszy zamieniliśmy w symbol zgnilizny? W coś ohydnego! Dlaczego delikatny, piękny i bezbronny penis jest postrzegany jako narzędzie diabła? Czy Chrystus miał penisa? Czy penis boga jest święty? Dlaczego na krzyżu nigdy go nie widać? Wszak okrutni Rzymianie na pewno krzyżowali nagich skazańców. Czy Bóg się wstydzi penisa? Czy człowiek?


Cóż za wspaniały temat na sztukę! Oto pogardzany, wyklęty penis odzyskuje należne mu miejsce! Penis na ołtarze! Chwalmy penisa, zachwycajmy się nim. Bijmy przed nim pokłony. Dlaczego nikt nie broni prącia? Czy Kleczewska zrobiła spektakl o wielkiej, ogólnoludzkiej przemocy, jakiej od pokoleń dopuszczamy się na męskim kutasie? Nie! Kleczewska, k
tóra chce z naszej polskiej gęby zetrzeć uśmieszek samozadowolenia, sprzymierzyła się z diabłem. Użyła penisa jak maczugi.


Wąż kusiciel 


Wali po widowni penisem, jak bejsbolem. Chce sprowokować. Tylko do czego? Tego nie jestem pewien. Wszak mówiłem już, że niewiele z tego wszystkiego zrozumiałem. Ale gdy tak patrzyłem sobie przez dziesięć minut na uroczego Michała z jego pięknym ptakiem; gdy widziałem, jak Czachor wije się przed widownią, kusząc swym męskim przyrodzeniem - nie od parady kusiciel w Raju przybrał postać węża! - zastanawiałem się, co on czuje? Co czuje aktor eksponując swój nagi skarb tłumowi? Czy mu przyjemnie? Czy czerpie z aktu ekshibicjonizmu zmysłową radość? Czy wprost przeciwnie, robi dobrą minę do złej gry? Zasłania nagim wężem gorycz awangardowego artysty? Cóż, jest w tym coś perwersyjnie przewrotnego, że reżyser kobieta wydaje polecenie aktorowi mężczyźnie, aby rozebrał się i majtał przed widownią swymi wdziękami. 


Bicie piany


Pod koniec przedstawienia robi się taka rozpierducha, że przyjeżdża straż pożarna i zalewa wszystko pianą. Widzowie z pierwszych rzędów uciekają. Na scenie wszyscy wrzeszczą, a że mają mikroporty, nic nie można zrozumieć. Ktoś leci Mickiewiczem, ktoś udaje Chrystusa, Ukrainka smaruje sobie szyję szminką i jest tak, jakby podrzynała sobie gardło. Totalny burdel. I wtedy przeżywam epifanię. W wykrzywionej złością twarzy Ukrainki widzę ducha naszych czasów. W jej charczeniu słyszę te głosy, które nie chcą być usłyszane. Te głosy, które nocami wrzeszczą na Grochowie, gdzie mieszkam. Głosy przepite, pełne złości i bólu. Głosy, które od tysiącleci wydaje ludzkość. Ludzkość bolesna, upodlona, wściekła. Jeżeli tych głosów nie usłyszymy, nie uszanujemy, one zawsze będą wyć. A z tego wycia powstają demony. A z tego wycia - które jest owocem przemocy - rodzi się przemoc. Ta mała, domowa. I ta wielka, atomowa. 


Kolekcja Ricka Owensa w Paryżu!
fot. The Muse
Ale jest nadzieja! Na salony wkroczył penis. Niedawno w Paryżu Rick Owens wypuścił na wybieg obnażonych modeli. Nareszcie ktoś docenił piękno kutasa! Teraz wszystko się zmieni. Gdy pokochamy męskie penisy, gdy przytulimy je do ust, może demony przestaną wyć? Może będzie mniej zgwałconych Ukrainek?

Ta nowa moda - z ptakiem na wierzchu - z amerykańska nazywa się Donald Ducking. A więc - wyciągajmy, obciągajmy, kochajmy! 

Jesteś na blogu autora Córki Wokulskiego!